NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » INNE CHOROBY » MÓJ MĄŻ SEKSOHOLIK

Przejdz do dołu strony<<<Strona: 4 / 13>>>    strony: 123[4]5678910111213

Mój mąż seksoholik

  
minimalizm
01.10.2012 11:35:19
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1020332
Od: 2012-9-1


Ilość edycji wpisu: 1
    kashya pisze:

    Gocha, dziekuje Ci za wypowiedz.
    chciałabym w kontekscie tego co napisałas jeszcze raz wyraznie podkreslic- bo byc moze poprzednie razy były zbyt mało precyzyjne.
    ja nie mowie, ze ja/my jestem/jestesmy CAŁKOWICIE INNI. ja tylko nie godze sie na mowie ze jestesmy CAŁKOWICIE TACY SAMI. mam nadzieje ze widzisz roznice?
    Uwazam, ze podobienstw jest wiele, i tak jak piszesz- dostrzegasz wiele we mnie wiele schematów ktorymi sama sie posługiwałas. i to jest ok.- bo stwierdze 'wiele podobienstw' napewno jest prawdziwe. natomiast nie jestesm ani Tobą, ani Minimalizmem. jestem sobą. I owszem- moja sytuacja jest podobna do Waszej w bardzow ielu aspektach, ale taż ma takie, w których jest odmienna.
    to tylko o to chodzi.

To oczywiste, że sie różnimy :-)
Ale mechanizmy nie różnią sie - na szczęście! i to ma szansę nas ratować :-)

Grupy 12-krokowe mają dla mnie tę zaletę, że dzieki programowi ogranicza sie "wymianę sensacji" i rady typu "wiódł ślepy kulawego", tylko pracuje sie wg materiałów, które sa bardzo pomocne dla osób, które zakładają nowe grupy i nie wiedzą od czego zacząć. Ja mam doświadczenie w nowej grupie S-Anon, gdzie wszystkie byłyśmy na tym samym poziomie startowym, a dzięki materiałom zaczełyśmy bardzo sensowna pracę.

Nie ironizuję z aleksytymii, tylko poważnie o tym myślę w kontekście swoich własnych trudności z rozróznianiem stanów somatycznych od odczuć. Niepokoi mnie moja trudność, ale mam teraz czas na przyglądanie sie temu.
Ponieważ jest to czynnik, który nie ułatwia zdrowienia i nie daje też dobrego pola mojemu mężowi.

Wiem, ze tego mało i mała wiedza wśród specjalistów.
W moich czasach studenckich prof.Maruszewski zaczął zgłębiać ten temat, a potem...ucichło i wokół aleksytymii narosło wśród psychologówsporo mitów.
  
Electra02.12.2020 11:04:40
poziom 5

oczka
  
kashya
01.10.2012 12:30:30
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1020355
Od: 2012-6-18
no ja własnie w kwestii tych mechanizmow- jest ich sporo i nie kazdy 'używa' 100%. niektórzy uzywają 10% inni 90% i przy tym te 10 to moze byc akurat te brakujace od 90 do 100, co oznacza ze obie te osoby uzywają RÓŻNYCH mechanizmow choc z tej samej puli. i własnie o to chodzi. w innych proporcjach wiele z tych mechanizmow moze sie nakładac czesciowo a w niektorych moze sie nakładac całkowicie.

jesli chodzi o aleksytymie to wiedza niemal żadna:/ wsród tych z którymi moj mąż się spotykał w kazdym razie. a najgorsze ze tez i o seksoholizmie nie za duza. kuriozalne jest to ze w warszawie gdzie niby dostep do wszsytkiego jeden z najlepszych w polsce, nie mozna znalezc sensownej terapii indywidualnej (nie mowiac o grupowej) w ramach nfz, bo 'specjalisci' po prostu mowia człowiekowi- pan nie ma problemu, pan nie jest seksoholikiem, po prostu zdradzał pan żone....

a u prywatnych, juz jesli łaskawie zdiagnozuja seksoholizm, to pomijajac ceny (!!!) i tak trudno zdążyc na terapie nie biorąc wolnego w pracy (a który pracodawca da urlop przez poltora roku co najmniej raz a w niektorych wypadkach nawet i dwa razy w tyg.?). naprawde nie wyobrazam sobie jak maja sie leczyc ci, ktorzy maja mniejsze zasoby finansowe.

ja na s-anon nie zdecydowałam sie - co nie znaczy ze to sie nie zmieni. poki co wole terapie u specjalisty. i tu mi sie na szczescie pofarciło bo przeciwienstwie do mojego meza robie to w ramach nfz (bo dla wspoluzaleznionych i jeszcze w tle alkoholizm w rodzinie wiec nie marudzili z kwalifikacja) i babeczka jest jak dla mnie super, z wieloletnim doswiadczeniem klinicznym a przy tym cały czas na bieżąco z nowinkami.
  
minimalizm
01.10.2012 13:01:30
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1020363
Od: 2012-9-1


Ilość edycji wpisu: 2
    kashya pisze:

    no ja własnie w kwestii tych mechanizmow- jest ich sporo i nie kazdy 'używa' 100%. niektórzy uzywają 10% inni 90% i przy tym te 10 to moze byc akurat te brakujace od 90 do 100, co oznacza ze obie te osoby uzywają RÓŻNYCH mechanizmow choc z tej samej puli. i własnie o to chodzi. w innych proporcjach wiele z tych mechanizmow moze sie nakładac czesciowo a w niektorych moze sie nakładac całkowicie.

Dla zdrowienia te % - nie mają znaczenia.
NIGDY nie jest tak, że uzaleznionym nakłada sie 100%, ale dzieki pozostałym procentom można w ogóle prowadzic terapię.
    kashya pisze:

    poki co wole terapie u specjalisty. i tu mi sie na szczescie pofarciło bo przeciwienstwie do mojego meza robie to w ramach nfz (bo dla wspoluzaleznionych i jeszcze w tle alkoholizm w rodzinie wiec nie marudzili z kwalifikacja) i babeczka jest jak dla mnie super, z wieloletnim doswiadczeniem klinicznym a przy tym cały czas na bieżąco z nowinkami.

Masz farta. Ja póki co, w moim miescie mam problem. Bo większośc specjalistów znam osobiście, a do koleżanki niestety na terapię nie pójdę, a o pozostałych mam zdanie co najmniej mieszane :-(
Może jednak mi sie kiedys tez pofarci.

Póki co, zdrowieję dzięki wspólnotom. I chociaż mam góry i doliny, to widzę w sobie małe postępy.
  
kashya
01.10.2012 16:21:54
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1020464
Od: 2012-6-18
dla mnie to NIGDY jest oczywiste. stąd własnie niezgoda na generalizacje wesoły co próbuje wytłumaczyc Ci od poczatku naszej dyskusjiwesoły i w mojej opinii te % maja znaczenie- pozwól ze się po raz kolejny nie zgodze z Tobą. to tak jakbys mowiła, że każdy mechanizm ma te samą siłę i jest tak samo trudny do 'naprostowania', a to prawdą nie jest, oraz nie jest prawdą, że ilość uzywanych mechanizmow nie ma wpływu na trudność/łatwość dochodzenia do zdrowia. oczywiscie zalezy to także od osobowosci leczonego, jednak nie pozostaje bez wpływu. tak czy inaczej są to rozwazania czysto teoretyczne i nic nie wnoszace do sprawy, tym bardziej ze jak widze koniecznie chcesz mnie przekonac do swego podejscia, choc zupełnie nie rozumiem ani dlaczego Ci na tym tak zalezy, ani na jakiej podstawie uważasz sie za eksperta, który moze mi to narzucac. tak jak napisała Gocha- każdy swoje zdrowienie musi przejsc sam i sam upasc i podniesc sie wielokrotnie. jesli Twoim zdaniem nie mam racji, to przyjmij prosze słowa Gochy i pozwól mi na moje własne upadki. dajmy temu spokój i uznajmy niniejszym motyw rozmowy za zamkniety wesoły

jesli chodzi o potępy to 'zazdraszczam' wesoły i czekam na własne. na razie jeszcze za krótko zeby cos konkretnie było widac ale mam nadzieje ze doczekam...

na szczescie warszawka jest wystarczajaco duza zeby nie znac wszytkich a znac wystarczajaco wielu zeby moc zasiegnac opinii o tych ktorych sie nie zna wesoły szkoda tylko ze dla mojego m. nic nfz-etowego sie nie dało znalezc. no ale tez jego poszukiwania nie trwaja az tak długo- moze z czasem jednak ktores drzwi sie otworza? wesoły

to jest w ogole jakos po głupiemu wymyslone bo skoro ten nfz juz uznał ze to choroba i sa osrodki co dostały fundusze na to, to czemu tak naprawde konkretnych miejsc gdzie na normalnych warunkach mozna to leczyc, po rpostu nie mozna znalezc?
  
minimalizm
01.10.2012 18:25:13
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1020547
Od: 2012-9-1


Ilość edycji wpisu: 3
Kashya, pozwól mi mieć swoje zdanie.
Nie narzucam go Tobie, tylko mam :-)
Moje myślenie o uzależnieniu i współuzaleznieniu też ewoluuje i moge mówić tylko o tym, co w tej chwili uważam za pomocne dla siebie z perspektywy ostatniego roku.
W sumie taki ze mnie ekspert jak i z Ciebie ;-) po prostu szewc bez butów... tyle ze mi się w ubiegłym roku odblokowały klapki i przypomniałam sobie, gdzie leży literatura tematu. Ale wcale nie zdrowieje szybciej niżd inni. A w kilku okresach nawet oporniej niż inni. A to dlatego ze miałam w sobie mnóstwo pychy. I musiałam spokorniec i uznać, ze nie mam większej mocy do zdrowienia, tylko dlatego, ze przeczytałam więcej książek.
Pisalam na roznych forach, bedac na roznych etapach choroby i ukladania sie z nia, stad moje wypowiedzi maja rozny wydzwiek.
Moze przyjdzie czas i to wszystko pozbieram, aby te droge przesledzic?
  
kashya
01.10.2012 19:15:59
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1020592
Od: 2012-6-18
no własnie. taki sam z Ciebie ekspert jak i ze mnie wesoły wesoły jak sama powiedziałas w jednym z postów dot. mojego męża i mnie- dysponujemy tą samą literaturąwesoły
a ze wnioski mamy inne- to chyba naturalnewesoły
a moja prosba o zakonczenie tej nic nie wnoszacej dyskusji wynikała z wrazenia, ze jakos od poczatku odczytywałam twoje posty (byc moze niezgodnie z Twoimi intencjami) jako przekonywanie mnie do jedynej słusznej drogi (moze sie myle, ale wydaje mi sie ze jak przeanalizujesz przebieg naszej rozmowy to własnie tak to wygladało oczko

ciesze sie ze widzisz zmiany swojego nastawienia i ewolucje postawy- to dla mnie nadzieja na przyszlosc wesoły wesoły
a przeanalizowanie postów z różnych okresow to fajny pomysl, wiesz? ja moze tez tak potem zrobie to jakies tendencje sie przesledzi i zbierze do kupy i moze to komus potem pomoze?
  
ikar
02.10.2012 08:27:43
Grupa: Użytkownik

Posty: 4 #1020910
Od: 2012-9-19


Ilość edycji wpisu: 2
Gocha,
Jak może być mnie zbyt mało w moich własnych wypowiedziach? Przecież to cały ja! Taki właśnie jestem. Zachowawczość i brak otwartości . Jak zdołałem się zorientować, to cechy typowe dla wielu z nas – seksoholików. Ale w moim przypadku dochodzi jeszcze nikła zdolność orientowania się we własnych uczuciach i niechęć do wnikania w nie. Ikar. Wyrywam pióra ze sztucznych skrzydeł, aby napisać o sobie. Wyrywanie nie boli. Pisanie – owszem.

Z wielu powodów jest trudno. Po kilku tygodniach nadziei i względnej stabilizacji emocji w naszym małżeństwie nastąpił kryzys. Moja żona z coraz większym trudem przyjmuje do świadomości prawdę o moim uzależnieniu. Dociera do niej z coraz bardziej bezwzględną jaskrawością. Jest jej bardzo ciężko, a ja nie potrafię jej pomóc. W ostatni weekend było koszmarnie. Dwa dni łez, goryczy, pretensji i nienawiści. Wszystko w ołowianej atmosferze braku nadziei. A ja bez żadnego wpływu na to wszystko. Taki był zeszły weekend, takie bywały ostatnie dni. Gryzę paznokcie, nawet kiedy o tym piszę.

Na moim ostatnim mittingu samopomocowym był temat: „co mi dały mitingi, co zabrały i co mi zostało”. Wszyscy podawali przykłady zbawiennego wpływu grupy. A ja z czystym sumieniem mogłem się jedynie podzielić nadzieją, że kiedyś to wszystko zadziała także w moim życiu.

Terapia. Z nią też jest pod górkę. Terapia jest dla mnie ważna i wiążę z nią spore nadzieje na zrozumienie nałogu i stopniową, ale gruntowną przemianę. Po wielu nieudanych próbach trafiłem wreszcie do sensownego terapeuty, ale z przyczyn obiektywnych znowu musiałem zrezygnować. No i znowu rozczarowanie, że było tak blisko, ale wciąż drepcę w miejscu.

Czuję presję ze strony żony i jej nadzieję, że znajdę dobrą i efektywną terapię. Boję się, że nie spełnię tych oczekiwań. Boję się też o to, jak podołam finansowo.

Moja walka nie jest wcale spektakularna. Trzeba by ją zakwalifikować do tych nudnych potyczek. To takie ciągłe nudne zmagania. O to, żeby nie zapomnieć zadzwonić do żony, bo się będzie denerwowała, żeby zachować cierpliwość i łagodność wobec codziennych oskarżeń, mądrość wobec pytań, na które szukam odpowiedzi równie gorączkowo jak i bezskutecznie. Żeby zachować pokorę i zaakceptować kolejną porcję wyrzutów i pretensji żony. Żeby przyjąć je jako prawdę, jako lekcję, kolejną dawkę pomocy i wsparcia, płynącego z głębi serca, bo taki w istocie mają sens i charakter. Ale jakże trudno to zauważyć wśród potoków słów zrodzonych z goryczy i cierpienia, skutecznie ożywiających historię, do której tak bardzo chciałbym już nie wracać.

Potyczki. O to, aby dziś zrozumieć cokolwiek więcej niż rozumiałem wczoraj. Aby wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, które pomogą zmienić cokolwiek na lepsze. Aby jutro w naszym związku nie musiało być gorzej niż jest dzisiaj. A może żona się uśmiechnie? Niechby przynajmniej dzisiaj nie płakała. Zawsze rządziło mną poczucie winy, a teraz jest ono ze wszech miar dojmujące. I o kant tyłka można potłuc teoretyczne rozróżnienie pomiędzy złą winą a pozytywną odpowiedzialnością. Poznałem je dosyć dawno i nawet nauczyłem się oddzielać jedno od drugiego, ale w praktyce to wciąż nie chce działać. Wielkie poczucie winy. Z tym też staram się walczyć, ale to stosunkowo ciężka i żmudna potyczka.

Odpowiadając na ostatnie pytanie Gochy – wcale nie mam poczucia, że mam wiedzę o seksoholiźmie. Moja wiedza o współuzależnieniu niestety również nie jest duża. Bardziej praktyczna niż teoretyczna. Muszę przyznać, że moja żona znacznie lepiej się orientuje zarówno w mechanizmach uzależnienia jak i współuzależnienia. Aby być szczerym, muszę przyznać, że mojemu zdrowieniu towarzyszy pewna inercja (niektóre źródła twierdzą, że jest to typowe na tym etapie) i zaznacza się ona stosunkowo mocno akurat w obszarze penetracji i zgłębiania wiedzy (znowu odzywa się poczucie winy?). A więc głównie czytam to, co wynajduje mi moja żona.

Chciałbym, żeby moje posty służyły tzw. pokrzepieniu serc. Nie łatwo jednak zachować pozytywne przesłanie, gdy się odpowiada na pytanie „dlaczego jest ci ciężko”. Masz rację Gocha, gdybyśmy odkryli, że to łatwe, musielibyśmy przyznać, że tylko się oszukujemy, że coś się zmienia. Tak więc tylko to, że jest ciężko może dać nadzieję na poprawę. Nadzieję na to, że może kiedyś będzie mniej ciężko.





  
minimalizm
02.10.2012 08:58:39
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1020932
Od: 2012-9-1
Ikarze, mówisz słowami mojego m. o jego odczuciach sprzed roku, sprzed kliku miesięcy. Słowami, które ja usłyszałam dopiero całkiem niedawno, poniewaz dopiero od niedawna jemu udaje sie mówić o sobie w mojej obecnosci.
Zdrowienie jest bolesne.
Zdrowienie w zwiazku jest bardzo bardzo trudne.
  
Gocha44
02.10.2012 09:20:42
Grupa: Użytkownik

Posty: 21 #1020946
Od: 2010-12-30
Dziewczyny a Ja przeszłam terapię indywidualną, a na grupową chodzę do dziś,ale nie jestem w stanie ocenić która jest lepsza.Obie odegrały ogromną rolę w moim życiu, każda w inny sposób.Tak w skrócie to, dzięki indywidualnej zrozumiałam, że mam prawo popełniać błędy nie muszę być lepsza od innych, nie muszę zawsze mieć racji, nie muszę jak nie chcę,nie muszę jak mnie ten mus uwiera. Pozwoliła mi zrozumieć, że to co ja chce i co uważam za właściwe i dobre nie zawsze jest dobre dla mnie.Natomiast na grupie nauczyłam się to rozróżniać.
Ta droga jest właściwa i dobra, ba, jest najlepsza,nie mam co do tego żadnych wątpliwości.JEST TYLKO JEDNO ZASTRZEŻENIE, TA DROGA JEST DOBRA, WŁAŚCIWA I NAJLEPSZA DLA MNIE NIE DLA CAŁEGO ŚWIATA.
Jestem wyjątkową osobą, bo nie ma takiej drugiej jak Ja i zasługuję na własną drogę. Dziewczyny Wy też jesteście niepowtarzalne co czyni was wyjątkowymi. Bycie wyjątkowym nie znaczy najlepszym, nie znaczy takim samym jak ci których uważamy za wspaniałych. Bycie wyjątkowym to bycie sobą.Bycie niepowtarzalnym nie oznacza braku cech, czy zachowań będących udziałem innych ludzi.
Kashya masz rację, czas skończyć te dywagacje wesołyWszystkie możemy na tym zyskać.



  
Gocha44
02.10.2012 13:04:00
Grupa: Użytkownik

Posty: 21 #1021077
Od: 2010-12-30
Ikar bardzo ci dziękuję za te słowa. Teraz odrobinę cię poznałam, ale nie tylko.
Twoje poprzednie słowa wydały mi się sztuczne, każde słowo pod kontrolą, logiczny aż do bólu. Ale nie chcę tego analizować, czy udowadniać, czy tłumaczyć że mam rację.Bo to nic nie zmieni, moje odczucia i tak zostaną, twoje również.
Natomiast ostatni post, w moim odczuciu jest inny.
Przeczytałam go 3 razy.Moja pierwsza myśl była taka:Boże On na prawdę nie rozumiał.I nie myślałam o Tobie wesoły
Ikar myślę,że nie jesteś w stanie pomóc swojej żonie, z prostego powodu, nie masz umiejętności cofania czasu, czy wymazywania pamięci. Ona sama musi przejść ten ból.
Nie rozumiesz, dlaczego było lepiej, a jest gorzej? Wiesz dlaczego kobiety decydują się na drugie i kolejne dzieci, mimo tego co przechodzą podczas ciąży i porodu? A jest tego nie mało,poranne mdłości, zgaga, opuchnięte i obolałe nogi, bóle w plecach, sylwetka przez kilka miesięcy przypomina bardziej pingwina niż kobietę. No i hormony szalejące przez kilka miesięcy. A na koniec poród. Potem nieprzespane noce, wieczne zmęczenie i brak czasu na cokolwiek. A mimo to decydujemy się na to, bo wiemy, że za to czeka nas dużo dobrego, że złe samopoczucie minie. Jesteśmy, jako ludzie znieść niewyobrażalne cierpienia. Ale niektóre możemy ominąć, nie decydować się na rzeczy, które przynoszą ból. Zawsze mamy wybór, w życiu musimy tylko dwie rzeczy urodzić się i umrzeć. Ty też masz wybór, możesz odejść od żony i uniknąć tych sytuacji, które masz dziś. Drugi wybór to zostać i przejść to wszystko. Nie masz obowiązku niczego jej zadośćuczynić,nie masz obowiązku jej wspierać, ani znosić jej zachowań, wygadywań i bólu który od niej dostajesz. Myślę nawet,że jak byś chciał robić teraz cokolwiek z obowiązku to twoja żona nie przyjęła by tego. Ale jak chcesz aby wasze małżeństwo przetrwało,chcesz widzieć jak twoja żona się uśmiecha, to miej świadomość co cię czeka.
Kiedyś zrozumiałam, ze mój mąż musi mnie bardzo kochać, bo bez tego nie zniósł by tego jaka byłam.
Ale to nie znaczy że masz to znosić,nie musisz się godzić na wszystko. Zawsze powtarzałam mojemu mężowi -zadbaj o siebie to zadbasz i o mnie-i choć czasem tego nie rozumiałam, dziś wiem że to jedyna i słuszna droga. Zadbaj o siebie bo tylko na to masz wpływ. Twoja żona sama sobie poradzi, zobacz do tej pory zajmuje się swoim i twoim leczeniem, i pewnie nie muszę pytać czyim intensywniej?
Opowiem ci jakie cenę zapłaciłam Ja i mój mąż za moje dbanie o niego i za jego chęci spełniania moich oczekiwań.
mąż:
-uzyskał pewność, że jest kochany.
-zakładał że kiedyś mu wybaczę
-zniesił wszystko za to przekonanie
-przez to że robił to co Ja chciałam odbierał sobie prawo do decydowania o sobie
-pogłębiało się jego złe zdanie o sobie,
-pogłębiało się moje złe zdanie o nim
-spowodowało że nie tylko nie odbudował zaufania, ale przekonał mnie, że nie mogę mu ufać.
-miałam do niego pretensje że się nie stara.
myślę,że można by tu jeszcze długo wyliczać.
A moje oczekiwania były proste, On ma się leczyć. Moja chęć kontroli jego leczenia, przyniosła więcej złego niż dobrego. Ale dziś wiem,że tak musiało się stać, żebyśmy oboje zrozumieli, że nie tędy droga.
Pewnie się zastanawiasz po co była moja wstawka o ciąży i porodzie? Otóż wyobraź sobie, że kobieta wie że jest w ciąży, ale nie wie co i jak się zmieni podczas tego stanu. Wyobraź sobie że nie wie ile to potrwa. Jak ciężko by przeżyła te 9 miesięcy nie rozumiejąc co się z nią dzieje i kiedy skończy.
Ikar
Bardzo poruszył mnie ten fragment:
Moja walka nie jest wcale spektakularna. Trzeba by ją zakwalifikować do tych nudnych potyczek. To takie ciągłe nudne zmagania. O to, żeby nie zapomnieć zadzwonić do żony, bo się będzie denerwowała, żeby zachować cierpliwość i łagodność wobec codziennych oskarżeń, mądrość wobec pytań, na które szukam odpowiedzi równie gorączkowo jak i bezskutecznie. Żeby zachować pokorę i zaakceptować kolejną porcję wyrzutów i pretensji żony. Żeby przyjąć je jako prawdę, jako lekcję, kolejną dawkę pomocy i wsparcia, płynącego z głębi serca, bo taki w istocie mają sens i charakter. Ale jakże trudno to zauważyć wśród potoków słów zrodzonych z goryczy i cierpienia, skutecznie ożywiających historię, do której tak bardzo chciałbym już nie wracać.a

Dziś myślę, że lepiej by było jak by mój mąż nic nie odpowiadał, niż szukał wymyślał odpowiedzi. Ale wiem,że dostałoby mu się za milczenie. Ignorant to bardzo delikatne określenie jakie by usłyszał. Kłopot polegał na tym, że Ja chciałam odpowiedzi których nie było,wyjaśnień niewyjaśnionego.

Ikar co do terapii, mogę ci trochę podpowiedzieć. Poszukaj Poradni Leczenia Uzależnień, może być prywatna, byle miała podpisany kontrakt z NFZ, w każdej są lekarze psychiatrzy, idź na wizytę i poproś o skierowanie do psychologa, wtedy korzystasz z dofinansowania. Ważne aby psycholog miał doświadczenie w leczeniu uzależnień.
  
groszowski
04.01.2013 23:29:03
Grupa: Użytkownik

Posty: 5 #1129469
Od: 2012-2-28
Czy jest szansa ożywić ten wątek? Próbujemy z mężem (seksoholik, trzeźwy alkoholik) uporać się z jego chorobą, ale to dopiero początek tej drogi. Jest ciężko, mimo że od lat jest we wspólnocie anonimowych alkoholików, realizuje 12 kroków itp., a ja też przeszlam terapię w związku z jego alkoholizmem. Może odezwie się ktoś, kto to wszystko przeszedł (przechodzi), bo czuję niepokój, że zabraliśmy się za ten kolejny problem po amatorsku, a wspolnota SA w naszym mieście dopiero raczkuje, o specjaliste w tej dziedzinie też trudno - nawet ci, biegli w uzależnieniach, bagatelizują seksoholizm. Groszowski, czy bywasz na tym forum?[/quote]


Przepraszam, dawno mnie tu nie było.
Każdy dzień trzeźwości coraz bardziej ożywia naszą małżeńską miłość.
Każdego dnia uczę się otwierać na Łaskę Bożej Miłości. Kiedy Chrystus jest najważniejszy w moim życiu przestaję kompulsywnie skupiać się na sobie. Zaczynam rozumieć miłość jako koncentrację na ukochanej osobie. Na jej potrzebach, odczuciach, na poznawaniu jej, zachwycaniu się nią. Uczę się bezwarunkowo dawać swoją miłość przede wszystkim żonie. Takie nastawienie do drugiej ukochanej osoby ożywia naszą codzienność, pożycie seksualne czyli nasz związek. Cierpliwa koncentracja na Chrystusie powoli daje mi możliwość uzdrawiania też relacji z innymi ludźmi. Jeśli cierpliwości mi brakuje zwracam się do Maryi. Ona zawsze mi pomaga wrócić do Syna.
Jak chyba wszyscy znani mi członkowie SA, rozumiem swoje zdrowienie jako pracę na 12-tu krokach (która musi być solidnie wykonywana), ale jednocześnie nad życiem duchowym w Kościele, którego jestem członkiem.

pogody ducha,

groszowski

  
Electra02.12.2020 11:04:41
poziom 5

oczka
  
Galinea
28.01.2013 17:01:08
Grupa: Użytkownik

Posty: 1 #1160278
Od: 2013-1-28


Ilość edycji Admina: 2
Nie zazdroszczę. Trudny temat. Ja oglądam tylko co nieco czasem i mam nadzieję, że nic mi nie będzie. Co powiedzie na to: ***************
Jeszcze jedna próba podania linku do strony erotycznej i masz bana!!
  
Gocha44
28.02.2013 14:24:50
Grupa: Użytkownik

Posty: 21 #1220731
Od: 2010-12-30
Powstaje Katowicach grupa S-ANON, dla osób będących w związkach z uzależnionymi od seksu I dla osób, które wyszły z takiego związku, a czują że tego potrzebują.
Chętne osoby proszę o kontakt na priv.
  
ikar
27.07.2013 14:57:17
Grupa: Użytkownik

Posty: 4 #1552164
Od: 2012-9-19


Ilość edycji wpisu: 2
Wiele czasu minęło od mojego ostatniego wpisu. Chcę napisać co u mnie słychać. Piszę to z myślą o tych, którzy mogą przeżywać podobne rozterki, problemy i cierpienia, jak ja rok temu.
Utrzymuję trzeźwość. Chodzę na terapię. To terapia grupowa, spotykamy się raz w tygodniu na trzy godziny. Terapię traktuję jako źródło wiedzy o nałogu i sposobach radzenia sobie z nim. Nie ma spotkania, na którym nie dowiedziałbym się czegoś nowego.
Pracuję również nad małżeństwem, choć to o wiele trudniejsze. Nie mamy żadnych wytycznych, żadnych nauczycieli, którzy by wskaali drogę, powiedzieli jak wyleczyć związek. Wyleczyć się nie da, ale można zrobić wszystko, co możliwe, żeby było lepiej. Wierzę w to, że z czasem będzie lepiej. Tylko to ma sens.
Czy po roku jest łatwiej i prościej? Chciałbym odpowiedzieć że tak, ale różnie to bywa. Na miejsce starych problemów, z którymi zaczynam sobie radzić odkrywam nowe. Mam wrażenie, że seksoholizm jest tylko częścią problemu, a największy problem to utrzymanie małżeństwa. O wiele prościej wychodzić z seksoholizmu w pojedynkę. Prawdziwe wyzwanie, to utrzymanie związku. Napewno zmieniłem sięprzez ten rok. Pracuję nad sobą nie tylko w sferze seksoholizmu, ale ogólnie staram się zmienić. Odkrywam, że tak naprawdę nie ma dziedziny życia, która nie wymagała by zmiany. Taka praca jest naprawdę męcząca. Czasem chciałbym pożyć sobie normalnie bez tego całego wysilania się, pamiętania, starania, ciągłego przełamywania się, walki z sobą itd.
Wiem, że można wyjść z seksoholizmu. Wiem to z teorii, ale też i z rocznej praktyki. Wiem też, że można walczyć o związek. Wiem, że pierwszy rok, zgodnie z tym, co można znaleźć w literaturze jest okresem najintensywniejszych zmian, ale nie są to jeszcze takie zmiany, które odmieniały by znacząco jakość życia. Na te zmiany jeszcze czekam, ale mam nadzieję, że nastąpią. Nie wiem, czy najgorsze za mną, za nami. Mam nadzieję, że tak, a jeśli nie to wierzę, że nie na darmo na to czekamy i wkońcu nadejdzie taki czas, kiedy zacznie być z górki.


  
kashya
29.07.2013 09:21:07
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1554136
Od: 2012-6-18


Ilość edycji Admina: 2
najnowsze neurobiologiczne badania niestety (?) pokazują, że seksoholizm nie jest zaburzeniem , nie jest to 'disorder'. nie wpisali go do najnowszego DSM (dla tych co nie wiedzą: taki zestaw chorób i kryteriów diagnostycznych), choc znalazły sie w nim między innymi zbieractwo i objadanie sie. i teraz nie wiem czy płakać czy sie cieszyc? z jednej strony to dobrze, bo seksoholizm to wyrok dozywocia- w kazdej chwili moze byc nawrót choroby. ale z drugiej strony mąż z którym zdecydowałam sie zostac to po prostu zwykła świania co wolała zagrzybione tirówki od żony, żeby zwiększyć bukiet smakowy?
oto link do artykułu:
http://www.huffingtonpost.com/2013/07/19/sex-addiction-not-disorder-ucla_n_3624393.html?utm_hp_ref=gay-voices&ir=Gay+Voices&utm_content=buffer8de6f&utm_source=buffer&utm_medium=twitter&utm_campaign=Buffer

jeśli ktoś chce tłumacznie to prosze dac znac.

a tu artykuł dla równowagi mówiący o tym, że to jednak problem wymagajacy interwencji terapeutycznej. mysle, że warto pamiętać o tym, że nie tylko to, co wpisane w DSM może nam zrujnować życie. to nie musi być jednostka chorobowa. to może być jakieś zachowanie wyuczone, z którego szkodliwości nie zdajemy sobie sprawy. albo po prostu nie nauczyliśmy się postepować właściwie w jakiejś konkretnej sytuacji. to tak ja z małżeństwem, które ma kryzys i idzie na terapię. oni nie są chorzy w świetle tego co zawiera DSM. oboje są całkowicie zdrowie, a jednak maja problem wymagajacy pomocy terapeuty bo sami sobie nie radzą. moze tak jest z tym seksoholizmem.
dziewczyny- odezwijcie sie. ciekawa jestem co o tym myślicie. chciałabym poznać wasze zdanie- może widzicie coś więcej niż ja, może inny punkt widzenia pomoże mi to zrozumiec...
http://www.huffingtonpost.com/robert-weiss/sex-addiction_b_2057841.html

http://www.huffingtonpost.com/robert-weiss/sex-addiction_b_2057841.html

Proszę pamiętaj na przyszłość aby linki dawać aktywne
Pozdrawaiam
Renata
  
minimalizm
29.07.2013 09:44:18
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1554170
Od: 2012-9-1


Ilość edycji wpisu: 1
Nie mam dostępu do DSM-V, nie ma tam seksoholizmu czy czegoś podobnego w uzaleznieniach behawioralnych?
Az wydaje mi sie nieprawdopodobne.
To wywraca do góry nogami moje myślenie.
Mój mąż to zwykła świnia? a ja? to kto - w tym kontekscie? Święta? A może paranoiczka?
  
agamara
21.08.2013 10:15:18
Grupa: Użytkownik

Posty: 10 #1576178
Od: 2013-8-21
czy ktos tu jeszcze zagląda??
  
kashya
21.08.2013 13:39:21
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1576426
Od: 2012-6-18


Ilość edycji wpisu: 1
agamara, tak wesoły ja zaglądam, jak pojawia sie nowy wpis. Nie piszę póki co, bo czasu strasznie mało jakoś mi się zrobiło. Ale napewno skomentuję, jeśli pojawi sie coś nowego.

minimalizm, napewno nie ma w DSM-V w 'disorderach'- ale jest na liście 'do przebadania'.
Dotarłam jeszcze do innych badań, też z wykorzystaniem obrazowania mózgu, które jednak przemawiają za tym, ze seksoholizm to uzależnienie. Zwróć też uwagę, że autorka tych wcześniej przytoczonych przeze mnie badań podkreśla, że wyniki nie są jednoznaczne.

Teraz będę badała seksoholików testem Zuckermana- to taki test osobowości, oparty o koncepcję poszukiwania doznań. Jest dość dobrze poparty badaniami na grucie biochemii mózgu (co nieczęsto się zdarza w testach osobowości, mówię oczywiście o prawdziwych testach standaryzowanych, a nie o tych z kolorowych czasopismwesoły. w Polsce dopiero zaczęły się prace nad jego adaptacją, i moje badania są częścią tego przedsięwzięcia. Póki co, badania zagraniczne pokazują, że uzależnieni od substancji mają wyższe wyniki niż grupa kontrolna - oznacza to jednak ich mózgi pracują domiennie, inne jest wydzielanie hormonów itd, czyli jakby niezależne od woli i świadomości. O seksoholikach nie ma danych. Ale jesli z moich badań wyszłoby, że seksoholicy mają podobne wyniki jak alkoholicy czy narkomani, to juz jakaś wskazówka, że to jednak uzależnienie, co nie? Oczywiście to zbyt mała próba, żeby dała pewnosc, ale zawsze choć jakiś trop w konkretnym kierunku.

I tu mam taka prośbę- gdyby mąż którejś z Was, albo sam(a) uzależniony(a), który(a) wchodzi na to forum, albo uzależniony(a), którego(ą) znacie, zechciał(a)by taki test wypełnić, to miałabym więcej danych do analizy. Potem wyniki wpiszę na forum, żebyście mogły/mogli zobaczyć jak wyszło. Oczywiscie badanie anonimowe. Wyślę mailem w wordzie. Możecie założyc takie jednorazowe maile na tę okoliczność, żeby zachować pełnię anonimowości, i przesłać mi na priva. Test ma około 40 pytań A/B - robi się w 10 minut.

Nie myślcie proszę, że załatwiam prywatę- ja naprawdę wierzę, że wyniki tych badań (a po nich zapwne wielu innych, bo to trzeba replikować) odpowiedzą na to właćnie pytanie, które zadała minimalizm - czy mój mąż to zwykła świnia? czy facet którego kocham, a ktory tak mnie skrzywdził i okłamał, zrobił to, bo jest sk....em? Jeśli tak, to powinnam odejść...a jeśli jednak to niezależne? Przynajmniej od momentu przekroczenia cienkiej czerwonej linii? Jeśli nie miał na to wpływu i pogrążał się w tym bagnie w środku błagając o ratunek?

myślę, że te pytania zadaje sobie wiele z nas smutny



  
minimalizm
21.08.2013 13:43:52
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1576432
Od: 2012-9-1
    kashya pisze:



    nie myslcie ze załatwaim prywate- ja naprawde wierze ze wyniki tych badan (a po nich wielu innych, bo to trzeba replikowac) odpowiedza na to własnie pytanie- czy facet którego kocham i ktory tak mnie skrzywdzil zrobił to bo jest zwykła swinią? jesli tak, to powinnam odejsc...a jesli jednak to niezależne? przynajmniej od momentu przekroczenia cienkiej czerwonej linii? jesli nie miał na to wplywu i sam sie pogrążał w tym bagnie a w środku błagał o ratunek?


A do uzyskania wyników coś sie w zakresie zdrowienia robi czy nie?
Cy tylko czeka na rozwiazanie testu?
  
kashya
21.08.2013 13:52:22
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1576439
Od: 2012-6-18


Ilość edycji wpisu: 2
nic nie robienie nic nie daje wesoły a wiec robi. z założeniem, że jednak mąż to nie zwykła świnia. takie założenie troche ryzykowne, ale więcej mogę zyskać niż gdybym założyła, że jednak świnia i zostawiła go w cholerę. ryzyk fizyk oczko

wiesz co...nawet jesli w kolejnym dsm nadal nie bedzie seksoholizmu to u mnie minał rok i jednak widze zmiany. w kazdym obszarze naszego i wspolnego i osobnego zycia. szkoda mi stracic tego co juz wypracowane. ale odpowiedz na to pytanie da mi wiecej spokoju i pewnosci. poza tym opublikuje wyniki i moze ktos kogo spotka to samo juz na wstepie bedzie miał o tę odrobinę spokoju więcej niż miałam ja na początku tej drogi?

kto nie ma ochoty wypełniać tego- bardzo prosze o nie tłumaczenie mi powodów wesoły przecież nie ma obowiązku brać w tym udziału - ani wyjaśniać dlaczego sie to zrobi lub nie zrobi. nie chodzi mi o wszczynanie jakiejkolwiek dyskusji. nie zamierzam nikogo przekonywawć ani nikomu udowadniac wartości mojego działania. kto chce cos zrobic - szuka możliwości, kto nie chce- szuka przeszkód. ja szukam możliwości.
  
Electra02.12.2020 11:04:41
poziom 5

oczka

Przejdz do góry strony<<<Strona: 4 / 13>>>    strony: 123[4]5678910111213

  << Pierwsza     < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » INNE CHOROBY » MÓJ MĄŻ SEKSOHOLIK

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe forum | sklepy | opinie, testy, oceny

Marzycielska Poczta. darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków