NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » PRZEMOC W RODZINIE » O PRZEMOCY...

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

O przemocy...

  
Admin
06.08.2009 13:05:46
poziom 6



Grupa: Administrator 

Lokalizacja: Admin

Posty: 1590 #300224
Od: 2009-6-1
O przemocy...

Jest wszechobecna i niezmierzona, pojawia się w domu i w pracy. Może być fizyczna, psychiczna, ekonomiczna albo seksualna - przemoc wobec kobiet. Kiedy wreszcie przestanie być tematem tabu?

Niedawno o przemoc seksualną oskarżony został prezydent Olsztyna Czesław Małkowski. Cztery pracownice zarzuciły mu molestowanie, a nawet gwałty. Mimo obciążających zeznań prezydent nadal pełnił funkcję w ratuszu. Pomogła interwencja telewizji TVN w programie "Uwaga!". Następnego dnia po emisji Małkowski został aresztowany i wyprowadzony z urzędu. Początkowo wszystkiemu zaprzeczał, mówił, że to akcja polityczna, która ma na celu pozbawienie go władzy. Utrzymywał, że nigdy nie zdradził żony. Potem jednak przyznał się do seksu z podwładną, ale twierdził, że odbyło się to za jej zgodą. Główna pokrzywdzona w olsztyńskiej seksaferze poprosiła prokuraturę o przydzielenie jej ochrony. Powiedziała, że czuje się zagrożona i osaczona. Ktoś zdemolował jej samochód. Innym źródłem jej niepokoju - jak powiedziała prasie - jest klimat tworzony wokół Czesława Małkowskiego przez Kościół. W olsztyńskiej katedrze proboszcz modlił się o zdrowie i wytrwanie dla prezydenta Olsztyna, a negatywnie odniósł się do mediów relacjonujących seksaferę. - Boję się Małkowskiego, bo to nieobliczalny człowiek. Skoro wie, że mu grozi do 12 lat więzienia i że w więzieniu nie lubią gwałcicieli, to na wszystko go stać - dodaje pokrzywdzona.

Bez względu na to, jaki zapadnie wyrok, samo upublicznienie sprawy odnosi skutek. Wywołuje dyskusję, zmusza do zajęcia postaw. Działa też jako ostrzeżenie dla innych molestujących, że nie będą już bezkarni. Oni liczą na milczenie. Ponad połowa molestowanych kobiet nie wierzy, że zgłoszenie skargi coś zmieni w ich sytuacji, uważa, że to one będą obciążone winą.

Doniesienia mediów coraz częściej rozpoczynają albo przyspieszają działania ze strony organów ścigania. Jednak tylko wtedy, gdy kobiety same decydują się opowiedzieć o tym, co je spotkało. Tak było w przypadku seksafery w Samoobronie. Lawina ruszyła zaraz po tym, jak Aneta Krawczyk oświadczyła, że została radną w łódzkim sejmiku i dyrektorką biura posła Stanisława Ł. w zamian za usługi seksualne świadczone jemu oraz przewodniczącemu partii Andrzejowi L. Afera w Samoobronie ujawniona przez "Gazetę Wyborczą" miała tę pozytywną stronę, że przerwała milczenie. Cała Polska mówiła o "pracy za seks".

Wkrótce głośna stała się sprawa dyrektora wydziału spraw społecznych łódzkiego urzędu wojewódzkiego, członka PiS Zbigniewa P., który przez ponad rok wysyłał pracownicom nieprzyzwoite SMS-y: "Czy niezobowiązujący seks zadowoli cię?" albo "Czy wylizać ci muszelkę?". Potem tłumaczył, że w ten sposób "tylko flirtował". Tyle że granica między flirtem i napastowaniem jest jednoznaczna. Flirt to umowa dwóch osób na zachowanie sprawiające przyjemność, nienaruszające granic fizycznych i pozostające bez zobowiązań. Natomiast do seksualnego napastowania zaliczają się wszelkie zachowania dokonywane bez wyraźnej zgody drugiego człowieka. Zbigniew P. został usunięty z partii i stracił stanowisko.

Siła strachu

Opinią publiczną wstrząsnęła też inna sprawa o molestowanie. Lubelska prokuratura oskarżyła Jacka S., szefa jednej ze spółek branży budowlanej. Zarzuciła mu, że podstępnie zwabiał kobiety, które odpowiadały na jego ogłoszenie w sprawie pracy. Podając się za lekarza ginekologa, przeprowadzał badania ginekologiczne, które - jak twierdził - są potrzebne przed przyjęciem do pracy. Mężczyzna "badał" kobiety w swoim gabinecie. Według prokuratury narażał je na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W jego komputerze znaleziono filmy z "badań" nagrane telefonem komórkowym.

- Zgłasza się do nas sporo ofiar, problem w tym, że zwykle na tym się kończy - mówi Urszula Nowakowska, szefowa fundacji Centrum Praw Kobiet. Tylko nieliczne decydują się nadać sprawie bieg prawny. Boją się odwetu. Ważnym powodem niechęci do ujawniania aktów molestowania jest też wtórna wiktymizacja. Kobiety najpierw są ofiarami sprawcy, a później systemu, który miał je chronić.

Na razie na palcach jednej ręki można policzyć przypadki bezkompromisowej odwagi. Nowakowska wspomina sprawę fabryki w Cieszynie. Jedna z pracownic wystąpiła przeciwko kierownikowi, który od dwudziestu lat bezkarnie molestował kobiety. "On to żadnej nie przepuści", opowiadały po cichu jej koleżanki z pracy, ale żadna nie chciała zeznawać. Najbardziej bały się reakcji swoich mężów, podejrzeń o to, że same są nie w porządku, że prowokowały.

A tę jedyną odważną z Cieszyna oczywiście spotkały szykany. Została zwolniona z pracy, potem po interwencji sądu w ramach ugody wróciła, ale na gorsze stanowisko. Traktowano ją jak wroga. - Uderzyło mnie, że przedstawiciele związków zawodowych, do których zgłosiła się po pomoc, poparli nie ją, lecz tego kierownika. Sprawę karną umorzono. Kiedy jakiś czas potem rozmawiałam z tą kobietą, żałowała, że ujawniła aferę. Jej nastoletni syn został zaszczuty w szkole, próbował popełnić samobójstwo. To było dziesięć lat temu, ale myślę, że od tego czasu niewiele się zmieniło - powątpiewa Urszula Nowakowska.

Milczenie "owieczek"

Na tle milczenia i bierności wobec przemocy, które wciąż niestety wydają się polską normą, chlubny wyjątek stanowi Lucyna Krawiecka. W pojedynkę wystąpiła przeciwko księdzu z Tylawy i doprowadziła go przed sąd. Naraziła się tym na ostracyzm ze strony lokalnej społeczności i środowisk kościelnych. Po siedmiu latach, które minęły od tej sprawy, wspomina: - Wkrótce po tym, jak zamieszkaliśmy z mężem i dziećmi w małej wsi na Podkarpaciu, wiedziałam, że tamtejszy proboszcz jest pedofilem. Wszyscy to wiedzieli, po cichu o tym mówili, ale nikt nic nie robił. W ciągu czterdziestu lat spędzonych w tej parafii ksiądz molestował kilka pokoleń dziewczynek.

Sprawował we wsi rząd dusz, wiedział o nich wszystko, bali się go - opowiada Krawiecka. - Nie mogę sobie wybaczyć, że w porę nie zareagowałam, może wtedy nie doszłoby do tej strasznej krzywdy?

Pamięta dzień, gdy do jej córki przyszły koleżanki. W pewnym momencie jedna z nich zaczęła płakać i opowiadać, co wydarzyło się na plebanii. Wyznała, że proboszcz rozebrał ją i mył, a potem wsadzał jej palce w intymne miejsce i że to bardzo bolało. Tłumaczył, że ją uzdrawia w imieniu Boga. Okazało się, że inne dziewczynki też to przeżyły. Krawiecka nagrała ich relacje i wyruszyła do biskupa. Miała nadzieję, że on zareaguje jak przyzwoity człowiek. - Powinien wziąć stronę słabszego, czyli skrzywdzonych dzieci. Stało się inaczej, odtąd to ja byłam wrogiem numer jeden - wspomina. W kościołach czytano listy pasterskie pełne oszczerstw na jej temat. Nie było kłamstwa i podłości, których by jej oszczędzono. Pod wpływem tej indoktrynacji mieszkańcy razem z ofiarami molestowania zwrócili się przeciwko niej. Była opluwana, zastraszana, próbowano zniszczyć jej auto. Nie wycofała się. Walczyła w prokuraturze, informowała media, pisała listy do Watykanu. - W sądzie nie mogłam w to uwierzyć. Matki molestowanych dziewczynek broniły pedofila! - opowiada Krawiecka. Jej zdaniem trudno o większe upodlenie. Wini za to Kościół, który ukrywając patologię i zamiatając sprawy pod dywan, daje ciche przyzwolenie na przemoc.

Między kopem a mopem

"(...) Pewnej nocy mąż bardzo mnie pobił, a potem wszedł do pokoju dzieci, zerwał je z łóżek i kazał pożegnać się z matką, bo jutro znajdą ją w czarnym worku zakopaną w lesie. Gdy wezwałam pomoc, mąż wyszedł do policjantów ubrany w garnitur, z uśmiechem na twarzy. Mówił, że żona jest histeryczką, że napożyczała pieniędzy, a teraz żąda od niego, żeby spłacał jej długi. Policja odjechała, nie słuchając tego, co mówię ja i dzieci. Mąż czuł się całkowicie bezkarny i wszechmocny (...)".

To relacja Haliny Dymytrowskiej, jednej ze 130 beneficjentek programu "Godne życie i praca dla kobiet ofiar przemocy". Opowiada, że dom był dla niej najniebezpieczniejszym miejscem na świecie. Po tym, jak zdecydowała się wraz z dziećmi odejść od męża, zamieszkała w ośrodku pomocy społecznej. Miała duże problemy ze znalezieniem pracy, bo mąż próbował wymeldować ją ze wspólnego mieszkania i zastraszał wszystkich, którzy decydowali się ją zatrudnić. Pomoc znalazła u zagranicznego przedsiębiorcy, który nie przestraszył się gróźb. Wietnamczyk Nam Trinh dał jej to, czego bardzo potrzebowała - życzliwość i miejsce pracy. Centrum Praw Kobiet uhonorowało go za to specjalną nagrodą. - Chcemy zaapelować do wszystkich pracodawców w Polsce o to, by wspierali w pracy kobiety doświadczające przemocy w domu - mówi Urszula Nowakowska. - Często od ich postawy zależy, czy uwierzą one we własną samodzielność i uwolnią się od oprawcy.

"Nieobecne" w pracy

- Przemoc domowa ma ogromny wpływ na pracę zawodową kobiet - relacjonuje Danuta Duch z Zespołu Badań nad Kobietami i Rodziną w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Pierwsze w Polsce badanie tego typu potwierdziło, że ofiary są owładnięte stresem. Jeśli mają widoczne sińce i krwiaki, próbują ukryć te ślady, idą na urlop albo zwolnienie lekarskie. Wciąż się boją - o dzieci, o to, że mąż zjawi się w pracy i im naubliża. Od pracodawców słyszą, że to nie miejsce na załatwianie domowych porachunków.

Relacjonują, że takie sytuacje psują im opinię i nierzadko są przyczyną zwolnienia. Niektóre same rezygnują z pracy, bo czują się ośmieszone i upokorzone. Życie w napięciu odbija się na ich kondycji psychofizycznej. Często zmęczone, niewyspane, mają kłopoty z koncentracją, są zamknięte w sobie, "nieobecne", co wpływa na jakość wykonywanych przez nie obowiązków i kontakty ze współpracownikami. Cierpią na wiele chorób psychosomatycznych: astmę, depresję, choroby serca, nadciśnienie, bezsenność. W najbardziej drastycznych przypadkach tracą zdrowie i muszą przejść na rentę. Przeważnie dręczy je poczucie niskiej wartości i przekonanie, że nic się nie da zmienić.

Twarzą w twarz

- Chciałam odejść od niego, uciec, ale bardzo się bałam. Powiedział, że mnie znajdzie i zabije. Taka sytuacja trwała 26 lat. Gdy w 2000 roku doszło do tragedii, byłam zmęczona fizycznie i psychicznie. Dostałam karę dwunastu lat pozbawienia wolności - opowiada jedna z kobiet odsiadujących wyrok za zabójstwo męża w więzieniu w Lublińcu. Większość z osadzonych to ofiary wieloletniej przemocy, które w pewnym momencie nie wytrzymały bicia, kopania, przekleństw i niechcianego seksu. Inne nie zabiły, ale - jak przyznają - mogły to zrobić. Dziś te kobiety ze swoimi demonami mierzą się na deskach teatru. Są uczestniczkami terapii metodą dramy prowadzonej przez fundację Centrum Praw Kobiet. Z ich biografii powstają spektakle, takie jak: "Czy mogę coś powiedzieć?", "Węzły życia", "Strachy" i "Pasja - obrzęd zdejmowania masek ofiarnych". Trzy ostatnie przedstawienia stały się kanwą wstrząsającego filmu dokumentalnego w reżyserii Andrzeja Titkowa, który niedługo trafi do telewizji. - Teatr angażuje stłamszone uczucia, które same wyparłyśmy albo których nie pozwolono nam ujawniać. Chore emocje trzeba leczyć emocjami - przekonuje jedna z uczestniczek grupy terapeutycznej. - Chcemy być ostrzeżeniem dla innych kobiet. Może rozpoznają w nas siebie i obudzą się ze złego snu.

- Sama nie doświadczyłam przemocy, nie byłam nawet jej bezpośrednim świadkiem - mówi Elżbieta Radziszewska, nowy pełnomocnik rządu do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn. - Ze skali problemu zdałam sobie sprawę, kiedy weszłam w życie publiczne. Coraz częściej mówi się o przemocy wobec kobiet, ale niewiele z tego wynika. Trzeba pamiętać o nierówności społecznej. Obiecuję, że będę walczyć z dyskryminacją kobiet.

Wiele jest do zrobienia. W Polsce wciąż brakuje dokładnych danych i statystyk na ten temat. Nie ma dobrego przepływu informacji między rządowymi i pozarządowymi instytucjami ani zintegrowanych działań. Niestety, pomimo kampanii z cyklu "Bo zupa była za słona", jesteśmy społeczeństwem, które uważa, że to, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami domów, to sprawa prywatna. W czerwcu poznamy wyniki kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet prowadzonej przez Radę Europy, która postanowiła zbadać skalę tego zjawiska we wszystkich 47 krajach członkowskich, także u nas. Badania pomogą postawić diagnozę i może wtedy wreszcie zaczniemy się leczyć.

Magda Rozmarynowska

źródło. interia.pl
_________________
A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.
  
Electra07.12.2022 05:03:45
poziom 5

oczka
  
Admin
06.08.2009 13:08:00
poziom 6



Grupa: Administrator 

Lokalizacja: Admin

Posty: 1590 #300227
Od: 2009-6-1
O przemocy w rodzinie raz jeszcze...
Problem przemocy domowej występuje we wszystkich społeczeństwach i kręgach kulturowych. Rodziny,
w których dochodzi do krzywdzenia najbliższych skrzętnie ukrywają swój problem. Do przemocy dochodzi zazwyczaj za szczelnie zamkniętymi drzwiami domów. Wiele ofiar doznaje przemocy latami skrywając rozmiar doznawanej krzywdy.

Przemoc w rodzinie jeszcze do niedawna, nie była postrzegana jako zjawisko strictepatologiczne. Zaryzykować można stwierdzenie, iż uważano ją za nieodłączny element życia małżeńskiego i rodzinnego, zło konieczne, zjawisko w szeroko pojętej ocenie społecznej naganne, a jednak niepiętnowane i niewymagające interwencji i pomocy z zewnątrz. Nadal jednak przemoc w rodzinie stanowi problem wstydliwy i ukryty.

Przemoc w rodzinie może przybierać różne formy – fizyczną, psychiczną, seksualną czy ekonomiczną.
Przemoc fizyczna niesie ze sobą zawsze ryzyko uszkodzenia ciała a nawet utraty życia. Popychanie, odpychanie, przytrzymywanie, policzkowanie, bicie otwartą ręką i pięścią, kopanie, szczypanie, gryzienie, ciskanie
i bicie przedmiotami, użycie broni, nieudzielanie koniecznej pomocy – to niektóre z zachowań składających się na przemoc fizyczną. Niekiedy przemoc fizyczna stosowana jest tylko w przypadku, gdy inne działania sprawcy zmierzające do zniewolenia zawiodą.
Przemocy fizycznej zawsze towarzyszy przemoc psychiczna, nie zawsze jednak przemocy psychicznej towarzyszy przemoc fizyczna (Mellibruda, 1998). Wówczas ofiara ma trudności w zorientowaniu się w tym, co się
z nią dzieje. Osoba, która ma siniaki, złamane kości ma namacalne ślady wyrządzonej krzywdy. Natomiast kobieta, która doznaje bardziej subtelnych metod prowadzących do całkowitego podporządkowania się woli sprawcy, staje się bardziej uległa i zdezorientowana.
Przemoc psychiczna, to szczególny rodzaj przemocy – najtrudniejszy do udowodnienia, bowiem nie pozostawia po sobie żadnych widocznych śladów na ciele ofiary. Niszczy poczucie godności i własnej wartości. Zastraszanie emocjonalne, stosowanie gróźb, przymusu, poniżanie, wmawianie choroby psychicznej, izolacja społeczna, stała krytyka, karanie przez odmowę uczuć, domaganie się posłuszeństwa, ograniczanie snu
i pożywienia - to kolejne elementy spójnej całości, ciągu zachowań sprawcy, o charakterze zamierzonym (Mellibruda, 1998; Lipowska – Teutsch, 1998).
Sprawca rozpoczyna proces podobny do metod przymusu („prania mózgu”, psychotechniki stosowanej nie tylko wobec jeńców wojennych, podobne metody stosowane są wobec członków sekt religijnych). Amnesty International (Lipowska – Teutsch, 1998) wymienia działania składające się na metodę „prania mózgu”: izolacja, monopolizacja uwagi, prowadzenie do wyczerpania, zmęczenia ofiary, groźby, sporadyczne okazywanie przychylności, demonstrowanie wszechmocy, degradowanie.
Stopniowo sprawca ogranicza kontakty z rodziną, znajomymi - początkowo poprzez zniechęcanie, potem przez wyraźne zakazy. Początkowo sprawca może krytykować bliskie osoby z otoczenia ofiary (np. twierdząc, że wywierają na nią zły wpływ), następnie zaczyna zachowywać się wobec nich obraźliwie, powodując, iż oni sami zaczynają unikać kontaktów bądź ofiara zaprzestaje zapraszania do domu, wstydząc się zachowania partnera. Sprawca kontroluje zwykłe codzienne obowiązki kobiety, wielokrotnie telefonuje do domu, a jeżeli kobieta pracuje - kontroluje ją w pracy, nachodzi, sprawdza, z kim się widuje. Izolacja ofiary narasta...
W chwili, gdy ofiara zostaje pozbawiona wsparcia emocjonalnego osób bliskich, przestaje otwarcie komunikować się z innymi. Sprawca ma zmonopolizowany wpływ na nią, zniekształcany jego systemem wartości, fałszywymi informacjami. Kobieta jest poniżana, ośmieszana w obecności innych bądź ignorowana. Wówczas pojawia się przeświadczenie, że jest nic nie warta i nie zasługuje na najmniejsze oznaki sympatii i pomocy.
Sprawca domaga się od swojej ofiary, by spełniała wszystkie jego oczekiwania, dotyczące ubioru, wydawania pieniędzy, wychowywania potomstwa, jedzenia, spędzania wolnego czasu. Z czasem okazuje się, że nie ma końca żądaniom partnera, a kobieta nie jest w stanie go zadowolić. Całe życie ofiara podporządkowuje spełnianiu zachcianek sprawcy, zapominając o własnych pragnieniach i uczuciach.
Groźby są stałym elementem zachowań agresora. Dotyczą pobicia czy wręcz pozbawienia życia, doprowadzenia ofiary do obłędu, zamknięcia w zakładzie psychiatrycznym, skompromitowania w oczach rodziny
i znajomych, odebrania dzieci. Bywa, że sprawca szantażuje ofiarę samobójczą śmiercią.
Częstym przejawem przemocy emocjonalnej jest manipulowanie dziećmi, przekupywanie ich po to, by przedstawić się w roli ofiary. Sprawcy często również wykorzystują spotkania z dziećmi, by nękać kobietę (Mellibruda, 1998; Lipowska – Teutsch, 1998).
Trudności w diagnozowaniu występują również przy przemocy seksualnej, której do niedawna nie wiązano
w ogóle z problemem rodzinnym (Badura – Madej, Dobrzyńska – Mesterhazy, 2000). Przemoc ta współwystępuje
z przemocą fizyczną i psychiczną. Wymuszanie pożycia seksualnego wbrew woli partnera: gwałt, wymuszanie nieakceptowanych praktyk seksualnych, zmuszanie do oglądania filmów pornograficznych, filmowanie podczas stosunku, krytyka zachowań seksualnych kobiety. Wymuszanie pożycia może polegać na użyciu siły bądź na groźbach czy też, szantażu emocjonalnym.
Narzędziem kontroli jest również przemoc ekonomiczna. Odbieranie zarobionych pieniędzy, uniemożliwianie podjęcia pracy zarobkowej, nie zaspokajanie podstawowych potrzeb bytowych rodziny itp. (Lipowska – Teutsch, 1998; Badura – Madej, Dobrzyńska – Mesterhazy, 2000).
Stosowanie przemocy to zwarty system zachowań sprawcy wobec ofiary, mający na celu całkowite jej podporządkowanie. Przemoc stanowi sposób utrzymania dominacji, kontroli, wyeliminowania suwerenności drugiego człowieka.

mgr Edyta Dragun
specjalista terapii uzależnień
Centrum Terapii Uzależnień Dromader
BIBLIOGRAFIA:


1. Badura – Madej W., Dobrzyńska – Mesterhazy A. (2000) Przemoc w rodzinie. Interwencja kryzysowa
i psychoterapia. Wydawnictwo UJ Kraków.
2. Lipowska – Teutsch (1998) Wychowywać, wyleczyć, wyzwolić. PARPA Warszawa.
3. Mellibruda J. (1998) Przemoc domowa. (w O przemocy domowej. Poradnik dla lekarza pediatry. PARPA Warszawa.
4. Pospiszyl I. (1994) Przemoc w rodzinie. WSiP spółka akcyjna Warszawa.
5. Pospiszyl I. (2003) Ofiary chroniczne. Przypadek czy konieczność. Wydawnictwo APS Warszawa.
_________________
A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » PRZEMOC W RODZINIE » O PRZEMOCY...

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe forum | sklepy | opinie, testy, oceny

Marzycielska Poczta. darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków