NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » AUTOAGRESJA » NISZCZĄ CIAŁO, BY USPOKOIĆ DUSZĘ

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Niszczą ciało, by uspokoić duszę

  
Admin
29.11.2009 14:06:28
poziom 6



Grupa: Administrator 

Lokalizacja: Admin

Posty: 1590 #377026
Od: 2009-6-1
Mają nerwice, depresje, skłonności do psychozy. Gdy puszczają im nerwy, chwytają za coś ostrego. Nóż czy żyletka przez chwilę przynoszą ulgę ich skołatanym nerwom. Dopiero później pojawia się ból. To jednak za mało, żeby powstrzymać się przed kolejnym atakiem na samego siebie. Za mało, żeby przestać niszczyć swoje ciało.

Psychiatrzy przestrzegają, że coraz więcej Polaków, nie radząc sobie z problemami, dokonuje aktów autoagresji. I nie pozwala sobie powiedzieć, że to wyniszczająca choroba, pozostawiająca pamiątki w postaci szpecących blizn.

Piotr ma 30 lat. I tyle samo blizn na swoim ciele. Mężczyzna twierdzi, że się ich nie wstydzi, ale w miejscu, gdzie ma szramy, kazał sobie zrobić tatuaże. By blizny nie kłuły w oczy ani jego, ani innych. To tylko złudzenie, bo wystarczy, że Piotr podwinie nogawkę lub rękaw koszuli, by przekonać się, że kolorowe wzory nie spełniają swojej roli. Szramy widać gołym okiem. Pierwsze mają już ponad 10 lat. Nierówne, głębokie, duże. Te najnowsze wykonane są niemal z chirurgiczną precyzją. Krótkimi, szybkimi cięciami. Ułożone symetrycznie, jedna, przy drugiej. W szeregach.

- Najstarsza ma 11 lat - mówi Piotr i pokazuje kilkucentymetrową bliznę na lewej dłoni. - Powstała przez przypadek, podczas awantury. Byłem wściekły, uderzyłem ręką w szybę od kredensu, ta poharatała mi dłoń, krew lała się ciurkiem. Razem z krwią, jakby spłynęła ze mnie cała złość. Uspokoiłem się. Odetchnąłem - wspomina mężczyzna.
To było jak alarm, ale Piotr go nie usłyszał. To, co powinno sprawić mu ból, przyniosło bowiem psychiczną ulgę. I uzależniło. Każdy atak wściekłości kończył się okaleczeniem samego siebie. A Piotr sam przyznaje, że często wpada w furię. Kilka razy podniósł rękę na swoją byłą już żonę. Później karał się za to, bezmyślnie tnąc swoje ręce i nogi. Podobnie kończyły się awantury w pracy. Po każdej Piotr chwytał za nóż. Cięcie zawsze trwa chwilę. Spływająca krew daje odprężenie. Do następnej awantury, następnej stresującej sytuacji. Później scenariusz się powtarza. Nóż, cięcie, krew, odprężenie i dopiero na końcu ból. Koło absurdu się nie zamyka. Tyle że do Piotra to nie dociera. Na pytanie, czy jest chory, odpowiada wściekle: "nic nie rozumiesz". Po chwili przyznaje jednak, że wpadł w nałóg, uzależniający jak narkotyki czy alkohol. I równie zgubny jak one. Tylko, że w to jeszcze nie może uwierzyć.

Między psychozą a nerwicą...
Takich jak Piotr medycy wrzucają do szuflady pełnej osób z wszelakimi zaburzeniami osobowości. Ludzi skłonnych do autodestrukcji, nieradzących sobie z problemami, emocjonalnie rozchwianych. Często chorych na schizofrenię, którym głosy każą deformować swoje ciała. Najliczniejsze grono stanowią jednak osoby, które w bólu szukają ucieczki od przytłaczającego ich świata. Cięcia, kłucia, przypalanie ciała ogniem czy zażywanie całych garści otępiających leków powodują, że w ich krwi buzuje endorfina - hormon szczęścia. To dzięki endorfinie nie czują bólu, gdy niszczą swoje ciało. Ból pojawia się później, gdy wątła świadomość przestaje podpowiadać, że samookaleczenie rozluźnia i poprawia samopoczucie, a do głosu dochodzi zdrowy rozsądek. To jednak za mało, by wyrwać się z pętli krwawego rytuału. Wracają do niego za każdym razem, gdy życiowy plan nie toczy się torem, który oni sami wyznaczyli.

- Ludzie autoagresywni, skupiają jak w soczewce, elementy psychozy i nerwicy. Cechuje ich nieumiejętność kontrolowania własnych impulsów. Nie są w stanie wytrzymać naporu emocji. Dają im upust, atakując najbliższy obiekt, czyli samego siebie. Wydaje im się, że wtedy uzyskują kontrolę nad swoimi emocjami - tłumaczy profesor Aleksander Araszkiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
Profesor Araszkiewicz przez dwadzieścia lat pracował jako psychiatra w poprawczaku. Wspomina jednego ze swoich pacjentów, młodego chłopaka, który połknął cztery metalowe sprężyny od łóżka, po to tylko, żeby uniknąć wymierzenia kary przez wychowawców. Inny podopieczny miał na brzuchu tyle blizn, że trudno było znaleźć choć jeden nie poharatany skrawek ciała.

Kaleczył się z tego samego powodu, co kolega - by uniknąć kary. Psychiatrzy podkreślają jednak, że samokaranie się to tylko jeden z powodów zachowań autodestrukcyjnych. Kolejne to niechęć do własnego ciała, chęć zwrócenia na siebie uwagi najbliższych, zbyt wysoko zawieszona poprzeczka wymagań, depresja czy przeżyta w dzieciństwie trauma spowodowana np. molestowaniem seksualnym. Według badań przeprowadzonych przez amerykańskich naukowców, aż dwie trzecie kobiet, które kaleczą swoje ciała robi to, ze względu na przykre przeżycia z dzieciństwa. 49 proc. pań przyznało, że powodem autoagresji jest właśnie molestowanie seksualne, którego padły ofiarą.

- Większość osób ukrywa, że w dzieciństwie doświadczyły przemocy seksualnej. Wstydzą się tego, nie korzystają z terapii, a same nie potrafią sobie poradzić z tymi przeżyciami. Bardzo często żyją w poczuciu winy. Myślą, że to, co się stało, działo się za ich przyzwoleniem, z ich przyczyny. Poza tym, po latach wciąż nie mogą zaakceptować swojego ciała. Osoby molestowane w przeszłości czują się zbrukane. To destrukcyjne przeświadczenie, którego tak po prostu nie można wypłukać ze świadomości – mówi seksuolog, prof. Zbigniew Izdebski.

Dziewczynki tną się częściej...
Z międzynarodowych badań wynika, że to właśnie kobiety częściej decydują się na samookaleczenie. Robią to trzy razy częściej niż mężczyźni. Niestety nóż przystawia sobie do ciała coraz więcej nastolatków. Z badań opublikowanych przez "British Medical Journal", a przeprowadzonych przez naukowców z wydziału psychiatrii Uniwersytetu w Oksfordzie, wynika, że tendencje do autoagresji i samookaleczenia występują czterokrotnie częściej u nastoletnich dziewcząt niż u chłopców. Badania przeprowadzono na grupie 6 tysięcy piętnasto- i szesnastolatków z całej Anglii. Okazało się, że około 7 proc. młodzieży dokonało zamachu na swoje ciało. Najczęściej były to dzieci pochodzące z rozbitych rodzin, niepewne swojej orientacji seksualnej, bite i wykorzystywane. Profesor Agnieszka Gmitrowicz, kierująca kliniką psychiatrii młodzieżowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, rozwiewa wątpliwości. W Polsce statystyki są jeszcze gorsze niż na Wyspach.

- Widzimy to po swoich pacjentach. Z roku na rok przybywa ich, a coraz większa grupa młodych ludzi okalecza się. Część z nich naśladuje modne zachowania czy to z internetu, czy z niektórych subkultur, w których to szramy i blizny są pewnego rodzaju etykietą. Część młodzieży rozładowuje swoje napięcie, a część zadając sobie rany zwyczajnie woła o pomoc. Czują się zaniedbani przez swoich rodziców, zwracają w ten sposób ich uwagę. Chłopcy z reguły robią to, wdając się w bójki z rówieśnikami. Dziewczynki zamykają się w czterech ścianach i ranią swoje ciała - powiedziała nam profesor Agnieszka Gmitrowicz.

W pogoni za bólem...
Szacuje ona, że nawet 15 proc. polskich nastolatków może sięgać po nóż czy żyletkę. Liczba ta systematycznie rośnie od kilku lat. Młodzi ludzie w zadawaniu sobie ran widzą receptę na przytłaczający ich świat.

Autoagresja stała się dla nich pewnego rodzaju manifestem. Buntem przeciw skostniałym zasadom świata kreowanego przez dorosłych. Pozorowaniem swojej niezależności.

"Nie mogę dogadać się z rodzicami, cały czas mi tylko czegoś zakazują. W odwecie zaczęłam zadawać sobie ból. Sprawia mi to przyjemność. Ostatnio podrapałam sobie całe ręce do krwi. Na świeże rany lałam wódkę, żeby bardziej bolało. Teraz mam megastrupy i pewnie blizny będą nie mniejsze. Ukrywam je przed rodzicami, noszę długie rękawy, pilnuję, żeby nie zobaczyli moich ran. Ale nie mogę przestać się okaleczać. Boję się tylko, że zamiast atakować siebie, zaatakuję kogoś. Przestałam nad tym panować. I nie wiem, co dalej" - napisała na jednym z forów internetowych błagalny post 15-letnia Matylda.

Internauci doradzili jej krótko - lecz się. Lekarze przyznają jednak, że do ich gabinetów trafia zaledwie ułamek osób, które okaleczają swoje ciała. Część omija lekarzy ze wstydu przed przyznaniem się do choroby, część bagatelizuje jej objawy. To najgorszy z możliwych scenariuszy, ponieważ z szacunków psychiatrów wynika, że w ciągu zaledwie roku jedna na sześć osób, które najpierw zdecydowała się okaleczyć swoje ciało, próbuje odebrać sobie życie. Po czterech latach samobójstwo chce popełnić już co czwarta osoba.

Autor: Maciej Miros
Tytuł: Niszczą ciało, by uspokoić duszę
Źródło: www.onet.pl
_________________
http://placzdziecka.blox.pl/html
A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.
  
Electra25.10.2020 11:33:19
poziom 5

oczka

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » AUTOAGRESJA » NISZCZĄ CIAŁO, BY USPOKOIĆ DUSZĘ

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe forum | sklepy | opinie, testy, oceny

Marzycielska Poczta. darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków