NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » PSYCHOLOGIA » SAGI RODZINNE

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Sagi rodzinne

  
Admin
17.01.2010 12:41:55
poziom 6



Grupa: Administrator 

Lokalizacja: Admin

Posty: 1590 #414795
Od: 2009-6-1
"Nigdy się nie żeń", "Dzieci to tylko kłopoty", "Nie ufaj ludziom" - takie i inne mity przekazywane są w rodzinach od pokoleń. Jak wpływają one na nasze życie?

O przekazach rodzinnych mówi Ewa Chalimoniuk, licencjonowany trener Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Ewa Chalimoniuk zajmuje się terapią indywidualną, rodzinną i grupową. Prowadzi warsztaty umiejętności psychologicznych i ćwiczenia z terapii rodzin dla studentów Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Dorota Krzemionka-Brózda: – W jaki sposób rodzina wpływa na nas?
Ewa Chalimoniuk: – Rodzimy się z zalążkiem jakichś cech, ale od tego, jakie są nasze pierwsze relacje z najważniejszymi osobami, czyli rodzicami, zależą nasz charakter i nasze relacje z ludźmi. Osoby, które nas kształtują, też zostały przez kogoś ukształtowane. Czasem z pokolenia na pokolenie przekazywane są w niezmienionej formie – niczym święta wiedza – pewne mity rodzinne i przekonania.

– Jak mogą brzmieć te rodzinne przekonania?
– Czasem są one wyrażane wprost. Na przykład ojciec mówi: „Synu, nigdy się nie żeń”. Kiedy takie słowa słyszy dziecko, to może potraktować je dosłownie. Nie potrafi zobaczyć, że ojciec tak mówi, ale ciągle jest z matką. Niektóre poglądy pochodzące od ważnych dla nas osób traktujemy jako ogólną, niepodważalną prawdę.

W jaki sposób możemy reagować na przekaz?
– Wydaje nam się, że mamy do wyboru dwie drogi: albo poddać się temu przekazowi i ślepo ojca słuchać, albo się zbuntować. Dziecko, które słyszy: „Najlepiej siedź w domu i nigdzie się nie ruszaj”, albo zostaje w domu, nie kształci się, nie poszukuje niczego w świecie, albo buntuje się, opuszcza dom, wyjeżdża do Stanów. Obie drogi – zarówno uleganie, jak i odcięcie się od korzeni – nie pozwalają uwolnić się od wpływu przekazów. Matka powtarzała, że „dzieci to tylko kłopoty”. Jeżeli się zbuntuję przeciw temu i będę miała mnóstwo dzieci, to mogę zaprzepaścić swoją indywidualność i karierę zawodową. Ale moje dziecko, patrząc na to, co zrobiłam ze swoim życiem, może się zbuntować i nie mieć dzieci. I tak to się toczy falami z pokolenia na pokolenie.

– Co zatem możemy zrobić, by się z tym dziedzictwem uporać?
– Mogę przyjrzeć się tym przekazom i zdecydować, co chcę z nich przyjąć, co mnie wzbogaca, a z czym się zupełnie nie zgadzam. Na warsztatach dotyczących mitów rodzinnych proszę uczestników, żeby sobie przypomnieli takie zdania klucze wypowiadane w ich domu i zobaczyli, które zdania do tej pory budzą w nich żal, złość albo ich rozczulają. Pytam też, od kogo je słyszeli. Czasem ludzie wiedzą, że to mówiła mama, a wcześniej babcia. Czasem zaś nikt tego wprost nie mówił, ale wszystkim w rodzinie było to wiadome.

Z takimi niewypowiedzianymi wprost przekazami chyba trudniej się uporać?
– Tak, bo gdy wiemy i widzimy, co się dzieje w naszej rodzinie, to nawet jeżeli jest to coś trudnego, próbujemy sobie z tym poradzić. Gorzej, gdy coś wisi w powietrzu, różne osoby na swój sposób są w to uwikłane, ale nie rozmawiają na ten temat i nic z tym nie mogą zrobić. Na przykład rodzina może żyć w przekonaniu, że przy matce nie można mówić o śmierci, ponieważ straciła dzieci lub sama jako dziecko została osierocona. Nigdy to nie zostało powiedziane, ale wszyscy – nawet małe dzieci – wiedzą o tym. Czasem taki przekaz zostaje uogólniony: nie można mówić mamie o trudnych rzeczach, bo ją to załamie lub zabije. W konsekwencji dzieci ze swoimi problemami zostają same, bo mamę trzeba chronić. Rozwodzę się z mężem, wszystkim mogę o tym powiedzieć, tylko nie matce, gdyż ona tego nie przeżyje. Albo nie mogę się rozwieść, żeby mamie nie było przykro. Taka iluzja może trwać latami. Matka czuje, że domownicy coś przed nią ukrywają, narastają niedomówienia. Aż w końcu ktoś ma dość, wygarnia wszystko matce i okazuje się, że nikt od tego nie umiera.

W jaki sposób rodzinne przekazy przenoszą się z pokolenia na pokolenie?
– Wyobraźmy sobie, że ojciec był pedantem. Córka go za to serdecznie nienawidziła. A potem w dorosłym życiu łapie się na tym, że to samo robi swoim bliskim. Chodzi za nimi i sprząta. Jaki lęk kryje się za potrzebą ładu, wręcz pedanterii, czemu to służy? Przecież ten ojciec jest daleko albo dawno nie żyje...

Ale nadal żyje w córce...
– Warto zastanowić się, czy chcę się nadal identyfikować z tak surowym ojcem. Czy mogę sobie odpuścić? Co dobrego mogę sobie z tej postawy zachować, nie wpędzając moich bliskich w poczucie winy? To wymaga pracy nad sobą. Na przykład kiedy jako dziewczyna wychodziłam z domu, matka mówiła mi: „Znowu idziesz się łajdaczyć”. W pamięci została mi krzywda, jaką sprawiały te słowa. Lecz okazuje się, że mojemu dziecku robię to samo – w formie podejrzliwości i pytań. Uświadamiam sobie, że agresja matki wynikała z lęku o mnie. A ja wyrażam już nie agresję, tylko niepokój o dziecko. Próbuję je w ten sposób kontrolować. Przyjrzenie się temu pozwala mi podjąć decyzję, co chcę robić, a co muszę zmienić, żeby nie fundować dziecku tego, czego sama nie chciałam.

Jak praktycznie dokonuje się to uświadamianie sobie przekazów rodzinnych?
– Na warsztacie ludzie zapisują usłyszane w rodzinie zdania, które ich najbardziej bolały. Potem zbierają informacje od innych ludzi, jak się czują na przykład z takim przekazem: „Z ciebie nic nie będzie”. Czasami jakiś przekaz, powiedzmy: „Dziecko, ucz się”, odbierany był przez kogoś jako agresywny, a ktoś inny stwierdzi: „Boże, ja bym chciał, żeby moja matka choć raz tak się mną zainteresowała”. Uświadamia to komuś, że może matka robiła to w dobrej intencji. Każdy z uczestników zastanawia się też, co dodać do przekazu, jak go przeformułować, żeby stał się on takim przekazem, z jakim chciałby zostać i który chciałby dać swoim dzieciom. Oto przykładowy zapis jednego z uczestników. W rodzinie przekazano mi: „Słuchaj starszych”, „Na kobiety nie wolno się złościć”, „Nie masz prawa czegoś nie wiedzieć, popełniać błędów”. Jakie straty miałem z tych przekazów: „Niepewność siebie, brak doświadczeń, uleganie kobietom, pozwalanie na manipulowanie sobą, niesamodzielność, poczucie winy, brak rozwoju”. Co ja sam przekazuję: „Nietolerancję dla cudzych błędów, słabość, bardzo wysokie oczekiwania wobec innych, nietolerancję dla złości”. Korzyści z przekazu: „Jestem lubiany, nie złoszczę się, mam wśród przyjaciół również kobiety, nauczyłem się samodzielności, jestem odpowiedzialny, nie uciekam od problemu, naprawiam własne błędy, biorę za nie odpowiedzialność”. Jak można przeformułować te przekonania: „Warto słuchać starszych, ale mam prawo do własnego zdania. Słucham innych, jeśli ich rady mi służą. Zachowuję się asertywnie w stosunku do kobiet. Zachowuję się tak, by nie ranić uczuć innych”.

Jak się tworzą rodzinne mity i przekonania?
– Wszystkie te przekazy służą podtrzymywaniu homeostazy i bezpieczeństwa systemu, jakim jest rodzina, a jednocześnie często bardzo go usztywniają, co zamyka możliwość rozwoju i czasem utrwala jakąś patologię. „Nie ufaj ludziom”, „Tylko w domu możesz czuć się bezpiecznie” – takie przekazy wynikają z doświadczenia wcześniejszych pokoleń, które w trudnych chwilach przekonywały się, że rodzina, która trzyma się razem, ma większe szanse przetrwać. Mity i przekazy rodzą się szczególnie wtedy, gdy w rodzinie zdarza się coś złego, na przykład śmierć czy choroba, i nie jest ona w stanie w jednym pokoleniu przepracować tej straty. Mogło być tak, że w jakiejś rodzinie często umierali mężczyźni i podświadomy lęk przed opuszczeniem był u kobiet tak duży, że albo nie wychodziły za mąż, bo „po co się wiązać, skoro i tak zostanę sama”, albo miały nieudane związki. Mogła to być też jakaś lojalność wobec matki, że nie powinnam mieć lepszego życia niż ona. Taki przekaz idzie za rodziną dalej, w kolejne pokolenia. Ktoś, kto próbuje żyć inaczej, narusza system rodziny, co budzi lęk.

Na ile te rodzinne przekazy decydują o naszym życiu?
– W dużym stopniu wpływają one na nasze wybory i relacje z ludźmi. Na przykład młoda kobieta ma trudności z zajściem w ciążę. Odkrywa, że w jej rodzinie w kolejnych pokoleniach kobiety traciły dzieci. Można się zastanawiać, na ile jej problemy wynikają z lęku i napięcia. Z kolei dzieci alkoholików żyją często z przekonaniem, że rodziców nie można zostawić samych, bo się pozabijają. I nawet mając własną rodzinę, częściej są u rodziców, myślą głównie o nich, gdyż wciąż się boją, że ojciec matkę w końcu zabije. W efekcie ich własne związki często bywają nieudane. Atrakcyjna kobieta nie może znaleźć sobie partnera. Okazuje się, że w jej rodzinie nie było syna i rodzice spodziewali się, że ona przejmie męską rolę. W efekcie nabywa cechy, jakich od niej oczekiwano w rodzinie, jest dominująca, wręcz kastrująca, czym zraża do siebie mężczyzn.

Rodzina jest systemem. Jak ten system działa?
– System rodzinny ma swoje granice, elastyczne albo zbyt sztywne. Ma też swoją hierarchię, podsystemy, na przykład dziadków, rodziców, dzieci. System wypracowuje specyficzne zależności między członkami rodziny, wiadomo, kto ma władzę, kto z kim jest w koalicji. Niektóre rodziny dzielą dzieci na moje i twoje. Zdarza się, że rodzice złość, którą czują w stosunku do siebie, delegują na dzieci. To dzieci tłuką się między sobą, a matka i ojciec ingerują w ich obronie. A tak naprawdę chodzi o różne niezałatwione sprawy między rodzicami, łącznie z seksem i z naleciałościami z poprzednich rodzin. Rodzina ma swój cykl życia, przechodzi na przykład przez fazę narzeczeństwa, małżeństwa, narodzin pierwszego dziecka... Czasami z jakiegoś powodu rodzina nie ma siły przejść przez kolejny etap. Na przykład dzieci dorastają, a para małżeńska nie ufa sobie, że utrzyma się razem bez dzieci, kiedy odejdą one z domu. Więc dziecko się poświęca, żeby zachować rodzinę, zaczyna sprawiać kłopoty, brać narkotyki albo zostaje kawalerem czy panną. Zdarza się, że w dorosłym życiu utknęliśmy w pewnych rolach, schematach, choć nikt tego od nas już nie oczekuje. Wydaje nam się, że musimy matkę zabrać do siebie, bo ojciec się o nią nie troszczy, a nie dajemy mu szansy, żeby jej podał szklankę herbaty i żeby ona od niego tę herbatę przyjęła. Bywa, że ratujemy naszego brata, który prowadzi hulaszczy tryb życia, płacimy jego długi, a nigdy nie daliśmy mu szansy, żeby poniósł skutki swoich działań i nauczył się odpowiedzialności.

– Techniką wykorzystywaną w podejściu systemowym do rodziny jest genogram. Czego się dowiadujemy z genogramu?
– Poznajemy historię rodziny. Czasami odkrywamy ciekawe zależności. Na przykład w pewnej rodzinie kolejne kobiety zostawały same, nie sypiały z mężami albo rozwodziły się zaraz po urodzeniu pierwszego dziecka. Na jedną z kobiet w tej rodzinie wywierano presję, że żyje inaczej: choć ma dwoje dzieci, nadal śpi z mężem. Z genogramu odkryła ona, jak to się zaczęło. To nie był wybór kobiet, tylko czyjś mąż zginął na wojnie, a córki czuły się zobowiązane zostać z samotną matką. Patrząc na genogram, możemy zrozumieć, dlaczego nasza matka lub nasz ojciec tak postępuje, z czego to wynika, jacy byli ich rodzice. Na przykład ojciec pije, bo jako dziecko był bity albo stracił kogoś. Ucieczką od destrukcji stała się inna destrukcja. To go oczywiście nie usprawiedliwia, ale zrozumienie pozwala rozpuścić złość i żal, które do niego czuję.

Pewna osoba zrobiła swój genogram i nie znalazła w nim żadnej relacji, która byłaby obarczona konfliktem. Co to znaczy?
– To może oznaczać silny lęk przed agresją i wyparcie jej. Nie da się żyć bez agresji, ona jest motorem życia, daje siłę do sięgania po różne rzeczy. Pytanie, gdzie ta agresja się podziała, co się stało, że w tej rodzinie nie ma miejsca na konflikt. Kto w niej choruje, jakie są somatyzacje, czy ktoś ma na przykład wrzody na żołądku albo migreny? Widocznie był przekaz w tej rodzinie, że nie wolno się złościć, że każdy konflikt jest niszczący.

– Czy takie myślenie o naszym rodzinnym dziedzictwie nie jest przejawem fatalizmu?
– Każdy z nas wyrasta z jakiejś rodziny, ta rodzina ma za sobą jakąś historię i ona wpływa na nas. Ale to, co zrobimy z tym dziedzictwem, zależy od nas, od naszych wyborów i decyzji. Warto być świadomym, jakie przekazy otrzymaliśmy i w jakim stopniu chcemy je kontynuować. Ale to my ponosimy odpowiedzialność za to, jak układa się nasze życie. Nie chodzi o to, by czynić wyrzuty rodzicom, by próbować ich zmienić. Wystarczy, że my spróbujemy inaczej się zachowywać. Jeśli my się zmienimy, zmieni się też nasza rodzina.

Dziękuję za rozmowę.

Tytuł: Sagi rodzinne
Źródło: charaktery,ue
_________________
http://placzdziecka.blox.pl/html
A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.
  
Electra24.05.2022 11:44:35
poziom 5

oczka

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » PSYCHOLOGIA » SAGI RODZINNE

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe forum | sklepy | opinie, testy, oceny

Marzycielska Poczta. darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków