NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » SZCZĘŚCIE » ŻYCIE JEST PIĘKNE, ZAWSZE

Przejdz do dołu stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

Życie jest piękne, zawsze

  
Admin
08.11.2009 10:04:46
poziom 6



Grupa: Administrator 

Lokalizacja: Admin

Posty: 1590 #358561
Od: 2009-6-1
Bierzemy je serio lub z przymrużeniem oka Odkładamy na później, potem naprędce nadrabiamy. Szukamy głębi, czasem dryfując na powierzchni. Ostrożnie smakujemy lub rwiemy pełnymi garściami. Choć się skończy. Aż się skończy. Bo się skończy. Marząc o pięknej puencie - żyjemy.

Michał uczy się zajmować synem. Nie chce mu zafundować wyłącznie męskiego świata. Oto Mateusz pakuje mu się na kolana. Boli go? Chce jeść? A syn chce się po prostu przytulić. Michał wciąż nie łapie tych rzeczy. Modli się do Basi, by mu pomogła. Czyta zapiski z ostatnich tygodni jej życia: „Miłość to nie słodkie wzdychanie, to konkret. Prasuj Mateuszowi ubranka”, „Jak będzie większy, chodź z nim w «kulturalne» miejsca, a czasem do knajpy”.
Krzysztof Kolberger gra z Małgorzatą Zajączkowską w „Kocham O’Keeffe”. Na przekór temu, że o ludziach z rakiem myśli się często jako o półumarłych. „Pan też przyszedł do mnie – mówi w rozmowie z Szymonem Hołownią – by porozmawiać o śmierci, zakładając, że ja noszę już jej piętno, że czułem już jej dotyk, że jestem bliżej niej niż pan. Tyle że pan też umrze. Więc zamiast wykonywać czcze akrobacje myślowe nad czymś, co nieuniknione, może lepiej poszukać dobrych stron w tym, co się teraz dzieje?”
Randy Pausch, profesor informatyki na renomowanym Carnegie Mellon University, w swoim ostatnim wykładzie (czytaj s. 16) opowiedział o tym, jak spełniał swoje marzenia. Dziesięć miesięcy później zmarł. Ale jego wykład wciąż brzmi w Sieci i słuchają go miliony ludzi.
Ostatni sylwester w domu Pauschów był pełen wzruszeń. Dylan, najstarszy syn, kończył sześć lat. Randy wziął go do kina na film o Mr Magorium, wytwórcy zabawek. Wytwórca dochodzi do wniosku, że czas umierać i przekazać sklep asystentce. Dylan nie wiedział, jak bardzo chory jest jego ojciec. Siedział mu na kolanach i płakał zrozpaczony, że pan Magorium umiera. Jedna kwestia szczególnie zapadła Randy’emu w pamięć. Asystentka prosi swego szefa: nie może pan umrzeć, musi pan żyć. A on na to: już to zrobiłem.

Jesteś piękne - mówię życiu
- Bujniej już nie można było.


Dwa przekonania wydają się nie budzić wątpliwości. Pierwsze, że życie jest wartością najcenniejszą, a zatem wymaga bezwarunkowej afirmacji. I drugie, że nieuchronna śmierć budzi powszechną trwogę. A jednak żadna z tych tez nie jest tak oczywista, jak by się zdawało. Zamachy na własne lub (częściej) czyjeś życie, wojny, samobójstwa i zbrodnie dowodzą, że coś innego może być cenniejsze niż życie. Nie ma tu afirmacji życia, raczej afirmacja śmierci. Do tego dochodzą rozliczne przykłady igrania ze śmiercią, ryzykowania własnym lub cudzym życiem: od szaleńczej jazdy samochodem poprzez branie środków odurzających albo uprawianie niebezpiecznych sportów ekstremalnych aż do głodzenia się w imię szczupłej sylwetki. Ani poszanowanie życia, ani trwoga przed śmiercią nie są powszechne, bezwyjątkowe, bezwarunkowe. Przeciwnie – w przedziwny sposób ujawniają się pod pewnymi warunkami. Bo nie każdym życiem chce się żyć, nie każda śmierć jest dramatem, budzącym niepohamowany lęk...
Sebastian Luty ma jedno marzenie: być tam, gdzie niebo i gorący piasek, prowadzić hotelik, a jeszcze lepiej szkołę kitesurfingu. A przecież tak już w jego życiu było. Zarabiał krocie w firmie ubezpieczeniowej, którą z kolegami założyli jeszcze na studiach. Wszystkie zarobione pieniądze wydawał na egzotyczne podróże i sporty ekstremalne, była wspinaczka i nurkowanie, było niebo i gorący piasek. Ale nie było w nim radości. Po kolejnym epizodzie depresji lękowej wylądował u psychiatry. Postanowił zwolnić, wyjechał na Hawaje. Tam poznał Myrę, zakochał się. Z nią chciał ułożyć sobie życie. Zamknął swoje sprawy w Polsce i z uczuciem, że po raz pierwszy robi w życiu to, co chce, że odzyskał nad nim pełną kontrolę, wrócił na Hawaje. Następnego dnia na plaży jak zwykle dał nura w wodę. Usłyszał chrupnięcie w kręgosłupie. Sparaliżowany leżał w wodzie, a przez głowę przelatywały mu obrazy z całego życia. „Dziś myślę, że te slajdy wyświetlają się dlatego, że człowiek szuka w swojej przeszłości pomysłu na to, co mógłby zrobić, gdy umiera...”
Randy Pausch miał 47 lat i dobry czas w życiu. Na uniwersytecie realizował swoją pasję, tworzył wirtualne światy. Późno, bo tuż przed czterdziestką, spotkał Jai, kobietę swego życia. Cieszył się rodziną, jego córka Chloe – najmłodsze, trzecie dziecko – skończyła roczek. Poproszono go, by wygłosił „ostatni wykład”; na jego uczelni był obyczaj, że wykładowcy mieli pomyśleć o swoim nieuniknionym zejściu i zastanowić się, co ma dla nich największą wartość. Jaką mądrością chcieliby podzielić się ze światem, gdyby wiedzieli, że jest to ich ostatnia szansa?
Randy Pausch zgodził się przygotować taki wykład. Zbiegło się to w czasie z wykryciem u niego raka trzustki.

Szarpię życie za brzeg listka:
Przystanęło? Dosłyszało?
Czy na chwilę, choć raz jeden,
Dokąd idzie - zapomniało?


Są tacy, i tych jest pewnie przytłaczająca większość, którzy za wszelką cenę chcą żyć. Są i tacy, którzy żyć nie chcą. Jedni boją się śmierci, inni godzą się z nią, a jeszcze inni jej pragną. Żadna generalizacja nie jest możliwa. Potrzebne są rozróżnienia. Na przykład między śmiercią z wyboru i tą z konieczności. Czym innym jest uleganie niechcianej śmierci, czym innym pogodzenie się z nią, a czymś jeszcze innym – pragnienie śmierci. Czasem śmierć wydaje się ludziom lepszym wyjściem niż to, czego muszą doświadczać. Poddawani torturom więźniowie nieraz prowokowali katów do jeszcze większego okrucieństwa, upatrując w tym szansy skrócenia cierpień. Więźniowie obozów koncentracyjnych rzucali się na podłączone do wysokiego napięcia druty, bo skutek był natychmiastowy. Także ludzie nieuleczalnie chorzy, zależni całkowicie od innych, żyjący ze stałym poczuciem beznadziejności i przekonaniem, że ich los nie ulegnie już żadnej pozytywnej odmianie, traktują śmierć jako lepsze wyjście niż pełne cierpienia życie. Modlą się o nią, domagają się jej, szukają sposobów jej przyspieszenia. Życie stało się dla nich zbyt wielkim ciężarem.
Tak jak dla Janusza Świtaja, 33-letniego mężczyzny, który nie zdążył wyhamować i wjechał motocyklem w naczepę tira. Od 15 lat żyje sparaliżowany, oddycha za pomocą respiratora. Rok temu skierował do Prezydenta pismo, w którym prosi o eutanazję. Dr Dariusz Karłowicz, filozof, uważa, że takie prośby są wołaniem o pomoc. Nie o śmierć tu chodzi, ale o zapewnienie godziwych warunków życia.
Rodzice Janusza wierzą, że postęp w medycynie pozwoli uratować ich syna, ale jeśli kiedyś zabraknie im sił, spełnią jego życzenie. Kiedy cierpienia przekraczają ludzką miarę, śmierć nie jest spostrzegana jako tragiczny koniec życia, lecz raczej jako wybawienie od tragicznego życia.

Kto twierdzi, że jest
wszechmocna,
sam jest żywym dowodem,
że wszechmocna nie jest.


Jak reagujemy na sygnały nieuchronności śmierci? Jedni koncentrują uwagę na niej i na ciemnych stronach życia. Wszystko, co było dla nich dotąd wartością, również życie, traci znaczenie i sens. Pojawia się wściekłość. Paweł był na studiach, gdy rozpoznano u niego SLA, czyli stwardnienie boczne zanikowe. Diagnoza nie dawała nadziei. Najpierw spostrzegł, że nie może wejść na schody. Potem przesiadł się na wózek, z którego już nie wstanie. W kinach grano wtedy „Pasję”. „Jako jedyny na sali czułem przyjemność patrząc na mękę Jezusa. Myślałem: dobrze Ci tak”. I wtedy zjawiła się Asia. Jaki w tym sens? „Bóg mi ją zesłał również po to, bym mógł przed nią wykrzyczeć, jak bardzo jestem na Niego wściekły za to, że dał mi takie karty” – wierzy Paweł.
Dla innych świadomość zbliżającej się śmierci jest impulsem, by radować się pozostałym im życiem. Koncentrują się przede wszystkim na tym, co jest jeszcze do zrobienia, na przyjemnościach, których jeszcze mogą zaznać. Zamiast rozpaczać – szukają okazji do radości, zamiast uciekać do kryjówek, aby w samotności radzić sobie z doświadczanym cierpieniem, chcą kontaktu z innymi. Zamiast ukrywać swój stan, dzielą się nim z bliskimi.
Krzysztof Kolberger od 17 lat zmaga się z chorobą nowotworową. Otwarcie mówi: „Co mi przyjdzie z tego, że będę się zastanawiał: dlaczego ja? Skoro spotykały mnie w życiu rzeczy dobre, dlaczego mam nie przyjąć tych złych?”. Najpierw wycięto mu nerkę, trzustkę, po operacji wątroby przestała działać druga nerka. Kolejne ciosy zaprawiały go na przyjęcie następnych. „Przed jednym z zabiegów usłyszałem, że mam dziesięć procent szans na przeżycie, więc napisałem testament, uporządkowałem papiery i sprawy majątkowe, ale wciąż myślałem o tych dziesięciu procentach, nie o dziewięćdziesięciu”. Jeżdżąc po Polsce z wierszami Karola Wojtyły i Jana Twardowskiego, przeżywa swoje rekolekcje. Jak mówi: „Nigdy do końca nie straciłem wiary. Nie jestem cotygodniowym bywalcem kościołów, ale nie ma we mnie zgody na to, by uwierzyć, że za ścianą, pod którą od 17 lat biwakuję – nic nie ma”. W czerwcu 2006 roku, przed kolejną operacją, zdecydował się na rozmowę, której nie byłoby w innych okolicznościach. Wypowiedział to, czym chciał podzielić się z innymi. Tak powstała książka-rzeka Przypadek nie-przypadek. Kiedy opuszczał szpital po ostatniej operacji, był tort z napisem „Z podziękowaniem za czwarte urodziny”. Czwarte, bo trzykrotnie już rodził się na nowo.
Czasem w obliczu nieuchronności śmierci ludzie dochodzą do momentu, w którym przestają walczyć, zaprzeczać, oszukiwać siebie. Nie chcą już prosić swojego boga, albo nie umieją, lub nie mają odwagi bluźnić przeciw niemu. Potrafimy w większości, choć nie wszyscy, potrafimy najczęściej, choć nie zawsze, pogodzić się z tym, co jest nieuchronne. Nawet wtedy, gdy dotyczy to kresu naszego życia. Czy jest to zgoda straceńca, czy może realisty?

Nie ma takiego życia,
Które by choć przez chwilę
Nie było nieśmiertelne.


Erik Erikson, słynny psychoanalityk, twórca teorii rozwoju psychospołecznego, analizując kryzysy ludzkiej tożsamości w przebiegu życia i sposoby ich rozwiązywania, opisał alternatywę rozpacz lub integracja, jaką rozwiązywać muszą ludzie podczas kryzysu późnego wieku. Pokazał, że z rozpaczą wiążą się zazwyczaj tendencje do przeciwstawiania się losowi, zaprzeczania mu, zaś z integracją możliwość pogodzenia się z losem, nawet tym ostatecznym.
Choć Erikson ograniczał swoje twierdzenia do późnej dorosłości, to dylemat rozpacz lub integracja dotyczy każdego człowieka stającego w obliczu śmierci. Ci, którym udaje się przejść lub pozostać po stronie integracji, pogodzeni z sobą i swoim losem mówią, że teraz mogą już umrzeć, bo wszystko jest kompletne, bo żyli już wystarczająco długo i ciekawie, bo zrobili w życiu niemało, bo nie widzą szczególnych powodów do obwiniania się. A ci zrozpaczeni odgrażają się losowi, opędzają się od śmierci. I tym bardziej cierpią.
Michał i Basia od kilku lat starali się o dziecko. Już prawie dali za wygraną i myśleli o adopcji, gdy zdarzył się cud. Okazało się, że Basia jest w ciąży. Chwilę wcześniej zjawiła się choroba. Byli na wakacjach na Korsyce, gdy Basia zauważyła na szyi guz wielkości pestki. Pięć miesięcy później usłyszeli diagnozę: ziarnica złośliwa. Nie tracili nadziei. Basia poddała się chemioterapii. Urodziła syna, Mateusza. Nastąpiła remisja choroby. Myślała o powrocie do pracy, wynajęli już opiekunkę do dziecka. Wtedy choroba wróciła. Michał zachował SMS-a, którego Basia wysłała, gdy było z nią już bardzo źle: „Pamiętaj, że wszystko ma sens; i to, że jest Mateusz, i to, że jestem chora”.

Śmierć
Zawsze o tę chwilę przybywa
spóźniona.


Sygnały dotyczące śmierci, a ściślej naszej śmiertelności, kruchości i podatności na zranienie, powodują wiele ważnych konsekwencji psychologicznych. Często skłaniają do refleksji nad własnym życiem, do jego bilansowania. Przypominają, że jest jeszcze tyle spraw do załatwienia, tyle ważnych słów do powiedzenia innym, i nie należy odkładać tego w nieskończoność. Może bowiem zdarzyć się tak (i nierzadko się zdarza), że nigdy nie zostaną powiedziane.
Sygnały śmiertelności każą nam zastanawiać się nad sobą, ale nakazują też skupiać uwagę na innych ludziach, szczególnie tych bliskich. Skłaniają do poszukiwania bliskości tych, którzy nas lubią, akceptują, podzielają nasze poglądy – i dzięki temu mogą być efektywnym źródłem wsparcia. Jednym z przejawów troski o innych wydaje się tendencja – pojawiająca się w obliczu doświadczenia bliskości śmierci – do porządkowania różnych spraw, prawnych i finansowych, dokumentów, szuflad i szaf. Niekiedy tłumaczy się to poszukiwaniem prostych struktur, tendencją do zamykania schematów – takie wyjaśnienie proponuje na przykład Mark Landau i liczni jego współpracownicy z University of Arizona i University of Colorado, nawiązując do mechanizmów zdecydowanie poznawczych. Tymczasem – nie lekceważąc potrzeby równowagi poznawczej – warto wskazać na prostsze wyjaśnienie, odwołujące się do spokoju, wygody i poprawienia nastroju. Nade wszystko jednak do myśli, aby innych ludzi uchronić przed niepotrzebnym bałaganem, jaki po sobie zostawimy.
Randy Pausch pomógł żonie przeprowadzić się do południowo-
-wschodniej Wirginii, aby po jego śmierci mogła być z dziećmi bliżej swojej rodziny. Jak pisze: „Musiałem poradzić sobie z własną rozpaczą i smutkiem tych, którzy mnie kochają. Musiałem czym prędzej zająć się porządkowaniem spraw rodzinnych. Mimo to, wbrew wszystkiemu, nie mogłem uwolnić się od myśli o wygłoszeniu tej mowy. (...) Zacząłem postrzegać wykład jako wehikuł, dzięki któremu dotrę do przyszłości zamkniętej dla mnie na zawsze”.

Kiedy wymawiam słowo
Przyszłość,
Pierwsza sylaba odchodzi już
do przeszłości


Choć wiemy, że śmierć to nieuchronna puenta życia, staramy się odseparować ją w swojej świadomości od życia. Wystarczy wpisać w popularnej internetowej wyszukiwarce hasło „życie”, potem „śmierć”, a na końcu „życie i śmierć”. O ile „życiu” poświęconych jest ponad 63 milionów linków, a „śmierci” prawie 9 milionów, o tyle nierozłącznie traktowanym „życiu i śmierci” zaledwie 800 tysięcy.
Według Toma Pyszczynskiego, Jeffa Greenberga i Sheldona Solomona, znanych jako Grupa Colorado (od University of Colorado, gdzie wszyscy pracowali) mamy intelektualne zdolności, które nie tylko umożliwiają nam odkrycie i zrozumienie własnej śmiertelności, ale także zapewniają możliwość wypracowania skutecznych technik obrony przed doświadczanym w związku z tym lękiem egzystencjalnym. Grupa Colorado od ponad dwudziestu lat bada, jakie są następstwa doświadczenia kontaktu ze śmiercią. Naukowcy mówią o dwóch sposobach – a ściślej dwóch grupach sposobów – zarządzania trwogą przed śmiercią (tak dosłownie należałoby tłumaczyć terror management, choć polskie tłumaczenie opanowanie trwogi wydaje się lepiej oddawać istotę rzeczy).

Pierwszym sposobem są operacje dotyczące wartościujących przekonań o sobie samym, samooceny, poczucia własnej wartości itp. Zdaniem Grupy Colorado, dobre mniemanie o sobie chroni przed trwogą, zaś doświadczenie wyrazistości śmierci skłania do użycia różnych sposobów zabezpieczenia się przed lękiem, a najlepszym jest podwyższenie mniemania o swojej wartości. Badacze zgromadzili na rzecz swojego stanowiska wiele danych, i choć ich interpretacja nie jest jednoznaczna, zlekceważyć ich nie można.
Sposobem drugim jest aktualizacja przekonań światopoglądowych, szczególnie tych, które podzielają powszechnie inni. Poszukiwanie bliskości, wsparcia osób żywiących poglądy podobne do naszych jest dobrym sposobem radzenia sobie z lękiem przed śmiercią. Akceptacja „swoich”, niechęć do obcych, duma z przynależności do danej grupy społecznej, wszystko to – zdaniem Grupy Colorado – koi nasze niepokoje związane z uświadomieniem sobie śmiertelności.
Randy Pausch nie szukał schronienia w przynależności. Przeciwnie, zadał sobie pytanie: „Co sprawia, że jestem wyjątkowy? (...) Rak nie czyni mnie wyjątkowym. Każdego roku u ponad 37.000 Amerykanów stwierdza się raka trzustki. Jak mam siebie określić: jako nauczyciel, informatyk, mąż, ojciec, syn, przyjaciel, brat, opiekun studentów? Wszystkie te role doceniałem. Ale czy którakolwiek z nich wyróżniała mnie z tłumu?”. I wtedy zrozumiał, że to, co czyni go wyjątkowym, ma korzenie w dziecięcych marzeniach i pragnieniach. W pewnym sensie udało mu się zrealizować większość z nich. I o tym opowiedział w ostatnim wykładzie.

Uchodził w tłumie do wyjścia
brak mojej osoby


Człowiek zatrwożony konfrontacją ze śmiercią ma do dyspozycji wiele środków zaradczych. Może nie tylko zadbać o lepszą samoocenę lub odwołać się do podzielanego z innymi światopoglądu, ale także podejmować działania prozdrowotne, dbać o wygląd, oddać się konsumpcji, szukać bliskich, romantycznych związków albo zabiegać o władzę. To, co jest wspólne wszystkim tym sposobom, to z jednej strony dążenie do polepszenia sobie nastroju, z drugiej zaś poszukiwanie aprobaty i wsparcia innych ludzi. Nie jest to zaskakujące: lęk egzystencjalny nie dość, że zawsze jest silny, nie dość, że bolesny, to przede wszystkim trudny do usunięcia. Wiemy, jak trudno jest wyrugować „z głowy” niechciane myśli, pozbyć się niepokoju. Każda próba usunięcia niechcianych myśli czy uczuć – jak dowiódł Daniel Wegner z Harvard University i jego współpracownicy – przynosi skutki paradoksalne: powracają one uporczywie. Dlatego, aby przestać myśleć o śmierci, trzeba skupić uwagę na czymś innym. Na życiu...
Sebastian Luty, choć sparaliżowany, żyje w ciągłym ruchu. „Umiem myć zęby, jeść, odgrzewać sobie coś w mikrofalówce. To są dziś moje sporty ekstremalne”. Codziennie ćwiczy mięśnie, by utrzymać je w formie do momentu, gdy – jak wierzy – przeszczep komórek macierzystych do rdzenia pozwoli mu odzyskać samodzielność.
Odkąd Janusz Świtaj oświadczył całej Polsce, że chce umrzeć, jego życie zmieniło się. Dostał pracę w Fundacji „Mimo Wszystko”, która pomogła mu zebrać pieniądze na wózek sterowany oddechem. Rok temu pytany przez dziennikarzy, dlaczego domaga się eutanazji, tłumaczył: „Warto żyć, ale nie tak. Gdyby zstąpił anioł i powiedział: albo trzy dni zdrowego życia, albo biorę cię prosto do nieba, wybrałbym trzy dni życia. Ale wcześniej poprosiłbym o trzy rzeczy: troszeczkę pieniędzy, motocykl kawasaki z pełnym bakiem i strój do jazdy. I o to, żebym mógł być z kobietą...”

Historie Michała, Basi, Sebastiana i Pawła, a także wypowiedzi Krzysztofa Kolbergera pochodzą z książki Ludzie na walizkach Szymona Hołowni, która ukaże się jesienią nakładem Wydawnictwa „Znak”.
Wszystkie śródtytuły to wersy z poezji Wisławy Szymborskiej.


autor tekstu: Wiesław Łukaszewski

żródło:
Charaktery.eu
_________________
http://placzdziecka.blox.pl/html
A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.
  
Electra25.10.2020 11:38:55
poziom 5

oczka
  
Bonni
10.11.2009 23:41:18


Grupa: Użytkownik

Posty: 2 #361311
Od: 2009-9-6
Podoba mi się zdanie:" Uchodził w tłumie do wyjścia brak mojej osoby". Jest to świetny, paradoksalny obraz, że nie żal, iż nie jestem częścią tłumu. Mam świadomośc, że jestem odrębną osobą. Choćby wszyscy ludzie na swiecie nie wiedzieli o moim cierpieniu, lub nikt na nią nie zwróciłby uwagi, a ja zostałabym zlekceważona i pozostawiona sobie, to dobrze, bo łatwiej mi wtedy w tej ciszy dostrzec własną obecność i to, kim jestem wobec tego, co pozostało po odejściu całego tego tłumu, z którym byłam w tym miejscu. W tej ciszy łatwiej usłyszeć, co mówią rzeczy i zjawiska wolne od ludzkich opinii, nauczyć się czerpać miłość z takich rzeczy jak piękno przyrody, dobroć i mądrość ludzi odległych, pewność i przewidywalność to też formy miłości. Bonni

Przejdz do góry stronyStrona: 1 / 1    strony: [1]

  << Pierwsza      < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » SZCZĘŚCIE » ŻYCIE JEST PIĘKNE, ZAWSZE

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe forum | sklepy | opinie, testy, oceny

Marzycielska Poczta. darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków