NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » INNE CHOROBY » MÓJ MĄŻ SEKSOHOLIK

Przejdz do dołu strony<<<Strona: 3 / 13>>>    strony: 12[3]45678910111213

Mój mąż seksoholik

  
Kredka
17.09.2012 11:56:16
Grupa: Użytkownik

Posty: 3 #1010938
Od: 2012-9-17
    groszowski pisze:

    Jestem zdrowiejącym seksoholikiem. Od dzieciństwa przez ponad 20 lat praktykowałem destrukcyjne zachowania seksualne, które w miarę upływu czasu miały coraz bardziej złowrogi wpływ na moje życie. Raniłem żonę, gdyby nie jej upór nasze małżeństwo pewnie by się rozpadło. Przez nałóg straciłem szansę na wymarzoną karierę zawodową. Moim dnem było narażenie malutkich dzieci na niebezpieczeństwo utraty zdrowia a nawet życia przez to, że zamiast ich pilnować zajmowałem się pornografią.
    W końcu, głównie ze względu na presję ze strony żony trafiłem do wspólnoty anonimowych seksoholików (SA), której program jest oparty na programie AA.
    Początki we wspólnocie nie były łatwe. Głównie dlatego, że wciąż nie mogłem wyzbyć się pychy
    i złudzeń na temat swojej choroby. Kolejne upadki przybliżały mnie jednak do dnia, gdy solidnie zacząłem pracować na programie SA. Uzyskałem pomoc od życzliwych ludzi, którzy są dla mnie przykładem jak należy pracować nad trzeźwością, staram się również pomagać.
    Jestem zdumiony tym co się teraz dzieje z moim życiem. Nie tylko zaprzestałem destrukcyjnych zachowań seksualnych, ale również całkowicie zmienia mi się sposób myślenia i postrzegania świata (także kobiet). Po raz pierwszy czuję prawdziwą siłę i radość życia. Dzieje się tak dzięki pomocy wspólnoty i pracy na programie dwunastu kroków, który jest drogą stopniowego powierzania kolejnych obszarów swojego życia, pełnego cierpienia i uczynionych krzywd, miłosiernemu Bogu. Dzięki temu mogę wreszcie zacząć nawiązywać dojrzałe relacje z ludźmi i z Bogiem. Czuję jakby moje ośmioletnie małżeństwo dopiero teraz tak naprawdę się zaczęło i jestem bardzo w nim szczęśliwy.
    Doświadczenie przemiany życia nie jest tylko moim udziałem, bardzo wiele osób zdrowieje dzięki pracy we wspólnocie anonimowych seksoholików i łasce Bożej.
    Jest w SA również miejsce dla niewierzących, którzy traktują program jako przewodnik do własnej pracy przy wsparciu wspólnoty.
    Podaję link do naszej strony, gdzie można znaleźć informacje o m.in. mitingach:

    http://www.sa.org.pl/

    Pozdrawiam i będę się modlił za cierpiące żony seksoholików, które tu pisały.

  
Electra27.10.2020 22:35:48
poziom 5

oczka
  
Kredka
17.09.2012 12:12:48
Grupa: Użytkownik

Posty: 3 #1010956
Od: 2012-9-17
    Kredka pisze:

      groszowski pisze:

      Jestem zdrowiejącym seksoholikiem. Od dzieciństwa przez ponad 20 lat praktykowałem destrukcyjne zachowania seksualne, które w miarę upływu czasu miały coraz bardziej złowrogi wpływ na moje życie. Raniłem żonę, gdyby nie jej upór nasze małżeństwo pewnie by się rozpadło. Przez nałóg straciłem szansę na wymarzoną karierę zawodową. Moim dnem było narażenie malutkich dzieci na niebezpieczeństwo utraty zdrowia a nawet życia przez to, że zamiast ich pilnować zajmowałem się pornografią.
      W końcu, głównie ze względu na presję ze strony żony trafiłem do wspólnoty anonimowych seksoholików (SA), której program jest oparty na programie AA.
      Początki we wspólnocie nie były łatwe. Głównie dlatego, że wciąż nie mogłem wyzbyć się pychy
      i złudzeń na temat swojej choroby. Kolejne upadki przybliżały mnie jednak do dnia, gdy solidnie zacząłem pracować na programie SA. Uzyskałem pomoc od życzliwych ludzi, którzy są dla mnie przykładem jak należy pracować nad trzeźwością, staram się również pomagać.
      Jestem zdumiony tym co się teraz dzieje z moim życiem. Nie tylko zaprzestałem destrukcyjnych zachowań seksualnych, ale również całkowicie zmienia mi się sposób myślenia i postrzegania świata (także kobiet). Po raz pierwszy czuję prawdziwą siłę i radość życia. Dzieje się tak dzięki pomocy wspólnoty i pracy na programie dwunastu kroków, który jest drogą stopniowego powierzania kolejnych obszarów swojego życia, pełnego cierpienia i uczynionych krzywd, miłosiernemu Bogu. Dzięki temu mogę wreszcie zacząć nawiązywać dojrzałe relacje z ludźmi i z Bogiem. Czuję jakby moje ośmioletnie małżeństwo dopiero teraz tak naprawdę się zaczęło i jestem bardzo w nim szczęśliwy.
      Doświadczenie przemiany życia nie jest tylko moim udziałem, bardzo wiele osób zdrowieje dzięki pracy we wspólnocie anonimowych seksoholików i łasce Bożej.
      Jest w SA również miejsce dla niewierzących, którzy traktują program jako przewodnik do własnej pracy przy wsparciu wspólnoty.
      Podaję link do naszej strony, gdzie można znaleźć informacje o m.in. mitingach:

      http://www.sa.org.pl/

      Pozdrawiam i będę się modlił za cierpiące żony seksoholików, które tu pisały.



Czy jest szansa ożywić ten wątek? Próbujemy z mężem (seksoholik, trzeźwy alkoholik) uporać się z jego chorobą, ale to dopiero początek tej drogi. Jest ciężko, mimo że od lat jest we wspólnocie anonimowych alkoholików, realizuje 12 kroków itp., a ja też przeszlam terapię w związku z jego alkoholizmem. Może odezwie się ktoś, kto to wszystko przeszedł (przechodzi), bo czuję niepokój, że zabraliśmy się za ten kolejny problem po amatorsku, a wspolnota SA w naszym mieście dopiero raczkuje, o specjaliste w tej dziedzinie też trudno - nawet ci, biegli w uzależnieniach, bagatelizują seksoholizm. Groszowski, czy bywasz na tym forum?
  
Admin
17.09.2012 12:22:54
poziom 6



Grupa: Administrator 

Lokalizacja: Admin

Posty: 1590 #1010962
Od: 2009-6-1
    Kredka pisze:


    Czy jest szansa ożywić ten wątek? Próbujemy z mężem (seksoholik, trzeźwy alkoholik) uporać się z jego chorobą, ale to dopiero początek tej drogi. Jest ciężko, mimo że od lat jest we wspólnocie anonimowych alkoholików, realizuje 12 kroków itp., a ja też przeszlam terapię w związku z jego alkoholizmem. Może odezwie się ktoś, kto to wszystko przeszedł (przechodzi), bo czuję niepokój, że zabraliśmy się za ten kolejny problem po amatorsku, a wspolnota SA w naszym mieście dopiero raczkuje, o specjaliste w tej dziedzinie też trudno - nawet ci, biegli w uzależnieniach, bagatelizują seksoholizm. Groszowski, czy bywasz na tym forum?

Myślę że warto by było abyś prześledziła wątek od początku, gdyż dziewczyny tu chyba dość dokładnie opisywały swoja walkę.

Pozdrawiam
Renata
_________________
http://placzdziecka.blox.pl/html
A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.
  
kashya
17.09.2012 13:00:08
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1010999
Od: 2012-6-18


Ilość edycji wpisu: 2
kredka poprosze groszowskiego o to zeby sie odezwał- nie wiem czy sledzi wątek . pewnie i wpis jego wspaniałej i mądrej żony byłby dla Ciebie pomocą- tak jak były dla mnie wesoły
podaje kontakt na priv: anna_gwiszcz@interia.pl (info dla głupich dowcipnisiów: oczywiscie imie i nick w adresie sa zmyslonewesoływesoły
i jeszcze jedno- ja w chwili desperacji kiedy dowiedzialam sie o wszystkim chciałam poszukac rad i pocieszenia na takich forach jak to- ale znalazłam głównie jadowite wypowiedzi osób ktorym sie nie udało. to wcale nie pomaga...jesli tez masz takie odczucie to wiedz, ze nie jestes osamotniona. i ze sa ludzie ktorym własnie ze sie udało. tylko z niewiadomych powodów nie udzielaja sie na necie wesoły
  
kashya
17.09.2012 13:02:25
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1011004
Od: 2012-6-18


Ilość edycji wpisu: 1
  
Kredka
17.09.2012 13:15:38
Grupa: Użytkownik

Posty: 3 #1011019
Od: 2012-9-17
    kashya pisze:

    kredka poprosze groszowskiego o to zeby sie odezwał- nie wiem czy sledzi wątek . pewnie i wpis jego wspaniałej i mądrej żony byłby dla Ciebie pomocą- tak jak były dla mnie wesoły
    podaje kontakt na priv: anna_gwiszcz@interia.pl (info dla głupich dowcipnisiów: oczywiscie imie i nick w adresie sa zmyslonewesoływesoły
    i jeszcze jedno- ja w chwili desperacji kiedy dowiedzialam sie o wszystkim chciałam poszukac rad i pocieszenia na takich forach jak to- ale znalazłam głównie jadowite wypowiedzi osób ktorym sie nie udało. to wcale nie pomaga...jesli tez masz takie odczucie to wiedz, ze nie jestes osamotniona. i ze sa ludzie ktorym własnie ze sie udało. tylko z niewiadomych powodów nie udzielaja sie na necie wesoły



Dziękuję. Rzeczywiście mam takie odczucie, dlatego wykorzystałam kontakt, ktory mi podałaśwesoły
  
minimalizm
17.09.2012 13:50:31
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1011050
Od: 2012-9-1
    kashya pisze:

    i jeszcze jedno- ja w chwili desperacji kiedy dowiedzialam sie o wszystkim chciałam poszukac rad i pocieszenia na takich forach jak to- ale znalazłam głównie jadowite wypowiedzi osób ktorym sie nie udało. to wcale nie pomaga...jesli tez masz takie odczucie to wiedz, ze nie jestes osamotniona. i ze sa ludzie ktorym własnie ze sie udało. tylko z niewiadomych powodów nie udzielaja sie na necie wesoły


ja tez takich szukałam... i szukam nadal
znam więcej tych, co sie nei udało, wiec trudno o jakis duży optymizm
to cieżka choroba, najcięzsze z uzależnień
jakby mnie i mojemu m. sie za jakis czas cokolwiek udało, to tez ogłosze dobrą nowinę
na razie on ma abstynencję od prawie 6 m-cy, ale generalnie wychodzi podły charakter
czy nam sie udało/nie udało? jesteśmy w trakcie cięzkiej drogi, wiec trudno powiedzieć
wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi cokolwiek pozytywnego bedę mogła najwcześniej po 2 latach (na razie minął rok z kawałkiem)
  
kashya
17.09.2012 15:16:46
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1011137
Od: 2012-6-18
czekamy na dobra nowine i ja mam nadzieje tez sie do tego watku dołączę (dołączymy wesoły) . i w ogole wtedy nalezy zalozyc forum (lub chociaz watek 'ku pokrzepieniu serc' bo ten defetyzm ktory teraz sieja ci przegrani i ci sarkastyczni jest dołujący.
nie mowie ze mam pewnosc ze sie uda nam/wam ale jak sie nie werzy w powodzenie przedsiaewziecia to sie tym samym zmniejsza szanse na to wesoły
  
ikar
19.09.2012 10:59:20
Grupa: Użytkownik

Posty: 4 #1012402
Od: 2012-9-19
Dużo smutku i bólu w tych postach i dlatego chciałbym podzielić się nadziejami i wiarą w to, że można pokonać uzaleznienie od seksu i przebrnąć przez piekło, w jakie nałóg zamienił moje życie, stawiając moje małżeństwo na granicy przetrwania. Wierzę, że wyzdrowieję i że razem z żoną uzdrowimy nasz związek.

Kocham moją żonę, a mimo to brnąłem w naszym małżeństwie poprzez nałóg. Nawet moja miłość, dla której w moim przekonaniu poświęciłbym wszystko, nie była w stanie stawić czoła mojej erotomanii. Mój wzorzec uzależnienia był najbardziej destrukcyjnym, ze wszystkich, jakie mogą dotknąć związku. Byłem uzależniony od seksu płatnego, korzystając z agencji towarzyskich. To najsilniejszy cios wymierzony prosto w podstawę związku, rozbijający nasze relacje, nieopisanie bolesny dla mojej żony i destrukcyjnie działający na moja osobę.

Całe moje dorosłe życie to seksoholizm. Dopiero teraz uczę się żyć bez nałogu i znieczuleń, jakie za jego pośrednictwem sobie fundowałem. To tak, jakbym się uczył żyć od nowa.

Czy seksoholik może wogóle kochać? Tak, może i to bardzo. Może kochać a jednoczesnie zrdadzać i ranić. Żeby to było możliwe, w moim wnętrzu rozwnąłem świetnie działajacy system iluzji i zaprzeczeń, który umozliwial „przełączanie się” pomiędzy dwoma światami – pozostającym po zdrowej, normalnej stronie światem mojej rodziny a chorym światem mojego nałogu. Nie musiałem i nie chciałem o tym myśleć. To działało automatycznie. Ale aby tak funkcjonować musiałem żyć w ciągłym kłamstwie, a przede wsztskim musiałem okłamywać samego siebie.Nawet, jeśli się to udawało, nie pozostawało bez wpływu na związek, który poprostu umierał.

Od ponad trzech miesięcy walczę z seksoholizmem. To bardzo trudny i bolesny okres, ale jest on pełen wiary, nadziei i miłości. Nie stoi za mną bogate doświadczenie. Niemniej chcę się podzielić pozytywnymi doświadczeniami z tego okresu. Wbrew częstym opiniom i przytaczanym doświadczeniom nie miałem żadnej wpadki. Nasze małżeństwo pomimo ciężkiego kryzysu związanego z ujawnieniem mojego nałogu trwa nadal. Wiem, że to dzięki mojej żonie, która mimo cierpienia była w stanie dostrzec szansę dla naszego związku. Nastąpiło pomiędzy nami wiele pozytywnych zmian wynikających głównie z mojej pracy nad samym sobą i nad naszymi relacjami. Zdołałem się otworzyć i dostrzegłem cały świat uczuć i emocji, które wczesniej były tłumione przez kompulsje seksualne. Zacząłem je odkrywać i nad nimi pracować. Obserwuję u siebie wiele pozytywnych zmian , a zdaję sobie sprawę, że to dopiero początek. Już sam ten fakt pozwala mi pozytywnie patrzeć na przyszłość mojego małżeństwa.

Chcę się zmieniać i zmieniam się. Rozpocząłem terapię i pomimo pewnych obiektywnych trudności będę ją kontynuował. To dla mnie ważna droga wychodzenia z uzaleznienia i klucz do wewnętrznej przemiany. Jestem po kilku spotkaniach i wiem, że to dla mnie bardzo dobra droga. Innym źródłem wewnetrznej odnowy są grupy wzajemnego wsparcia SA i SLAA. Uczęszczam na mityngi i wiem, że w przypadku wielu seksoholików właśnie te grupy oraz wspólna praca nad programem odnowy dwunastu kroków okazała się zbawienna i niezastąpiona w drodze do zdrowia. Moje doświadczenia na ten moment nakazują mi zachować pewną rezerwę, pomimo to mam pełne przekonanie, że to kwestia czasu, kiedy zacznę doświadczać terapeutycznego wpływu wspólnoty i zbawiennego jej oddziaływania.

Optymizmem napawa ogromne wsparcie, jakiego doznaję od mojej żony. To ona przecierała szlaki w internecie, wertując posty i przeglądając fora seksoholików. Podrzuca mi lektury, a przedewszystkim pracuje ze mną, pogłębiając moje rozumienie mechanizmów nałogu i zasad zdrowego partnerstwa, które tak naprawdę odkrywam dopiero teraz.

Wiem, że pomimo postępującego procesu zdrowienia seksoholikiem pozostaje się do końca życia (tak samo, jak niepijący alkoholicy), ale piszę o moim nałogu w czasie przeszłym, bo tak go w tej chwili traktuję. To coś potwornego, czego skutków będę doświadczał do końca życia. Ale to życie będzie już wolne od przymusu, normalne i zdrowe.


  
minimalizm
19.09.2012 21:26:30
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1012849
Od: 2012-9-1


Ilość edycji wpisu: 2
    ikar pisze:


    Od ponad trzech miesięcy walczę z seksoholizmem. To bardzo trudny i bolesny okres, ale jest on pełen wiary, nadziei i miłości. Nie stoi za mną bogate doświadczenie. Niemniej chcę się podzielić pozytywnymi doświadczeniami z tego okresu. Wbrew częstym opiniom i przytaczanym doświadczeniom nie miałem żadnej wpadki. Nasze małżeństwo pomimo ciężkiego kryzysu związanego z ujawnieniem mojego nałogu trwa nadal. Wiem, że to dzięki mojej żonie, która mimo cierpienia była w stanie dostrzec szansę dla naszego związku. Nastąpiło pomiędzy nami wiele pozytywnych zmian wynikających głównie z mojej pracy nad samym sobą i nad naszymi relacjami. Zdołałem się otworzyć i dostrzegłem cały świat uczuć i emocji, które wczesniej były tłumione przez kompulsje seksualne. Zacząłem je odkrywać i nad nimi pracować. Obserwuję u siebie wiele pozytywnych zmian , a zdaję sobie sprawę, że to dopiero początek. Już sam ten fakt pozwala mi pozytywnie patrzeć na przyszłość mojego małżeństwa.

Walcz i pisz!
Dawaj swoje świadectwo.
Mam tylko nadzieję, że nawet jak bedzie jakis kryzys i czy wpadka, to również ją opiszesz, żeby nie lukrować procesu zdrowienia.
Wg Carnesa - pierwsze 3 miesiące - euforia, potem realizm, bywa zniechęcenie, potem mała stabilizacja, a w drugim półroczu - możliwy kryzys. Po ok dwóch latach - można poczuć co jest czym i czy sie przetrwa w zwiazku.
Jak próbowałam przyspieszać - dostawałam po głowie. To wszystko musi mieć swój czas.

Sposób Twojego pisania przypomina mi styl mojego m., który ma prawdziwy talent literacki i potrafi przepieknie opowiadać o swoim zdrowieniu (nawet, gdy go nie było).

    ikar pisze:

    Optymizmem napawa ogromne wsparcie, jakiego doznaję od mojej żony. To ona przecierała szlaki w internecie, wertując posty i przeglądając fora seksoholików. Podrzuca mi lektury, a przedewszystkim pracuje ze mną, pogłębiając moje rozumienie mechanizmów nałogu i zasad zdrowego partnerstwa, które tak naprawdę odkrywam dopiero teraz.

A we mnie jest strach i ścisk w dołku - współuzależniona, na maxa, matkująca zarówno w chorobie jak i zdrowieniu. Ja sie wypaliłam przy takim podejściu, przestałam dbać o swoje zdrowienie, swoje potzreby; mam nadzieję, że z nią tak nie będzie.

    ikar pisze:


    Wiem, że pomimo postępującego procesu zdrowienia seksoholikiem pozostaje się do końca życia (tak samo, jak niepijący alkoholicy), ale piszę o moim nałogu w czasie przeszłym, bo tak go w tej chwili traktuję. To coś potwornego, czego skutków będę doświadczał do końca życia. Ale to życie będzie już wolne od przymusu, normalne i zdrowe.

Dawaj zatem świadectwo.
  
margo
20.09.2012 12:38:07
Grupa: Użytkownik

Posty: 9 #1013157
Od: 2012-4-2
cześć
ja już od dawna nie bawię się w mamusiowanie bo to nic nie da
rozstaliśmy sie i od marca nie mieszkamy razem , dzieci są ze mną

myślałam że to będzie wstrząs i początek nowego życia ale głupia byłam

kobieta która kocha za bardzo i zrobi wszystko aby byc z ta osobą
ale juz zrezygnowałam, stwierdziłąm że złoże pozew o separacje,b om usze wiedzieć gdzie jestem

chodzę do terapeuty, bo nie daje sobie rady sama

kobiety, nie myślcie że seksoholik sie wami przejmuje, przechodziłam przez to przez lata i nic to nie dało
  
Electra27.10.2020 22:35:48
poziom 5

oczka
  
kashya
20.09.2012 18:02:03
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1013358
Od: 2012-6-18
smutno margo czytać że się nie udało. rozumiem Twoją gorycz i ból ale też to że nie udało się Tobie nie znaczy że każdy jest taki jak Twój mąż- bez obrazy, ale przecież są tacy którym jednak sie udało.

dobrze, że chodzisz do terapeuty i nie jestes z tym sama. z czasem na pewno będzie Ci coraz łatwiej.
wszsytkiego dobrego margo, z całego serca.
  
ikar
21.09.2012 08:22:38
Grupa: Użytkownik

Posty: 4 #1013650
Od: 2012-9-19


Ilość edycji wpisu: 3
Minimalizm.
Jak pisałem na wstępie mój post miał przekazać pewien optymizm, który towarzyszy mojemu zdrowieniu i spojrzeniu w przyszłość. Pozytywne spojrzenie, którego brakuje w postach na tym wątku. Stąd też specyficzny charakter mojej wypowiedzi - skupiłem się na pozytywnych aspektach najtrudniejszego okresu w moim życiu.

Optymistyczny, wcale nie znaczy ślepy na problemy czy wolny od lęku i bólu. Nie da się od tego abstrahować. Tak naprawdę to trochę uśmiech przez łzy a przynajmniej przez zagryzione wargi. Prosisz, aby dawać świadectwo również w kryzysowych sytuacjach. Ależ ja mam wrażenie, że kryzys trwa w moim życiu (i w naszym wspólnym życiu małżeńskim) nieprzerwanie od trzech miesięcy.

Marzę o normalnym życiu bez obaw, że dzisiaj znowu ja i moja żona będziemy musieli ponieść rozdzierające konsekwencje mojego seksoholizmu. Takie kryzysowe sytuacje powracają niemal codziennie.

Składa się na nie np. moja anoreksja seksualna, która ostatnio dała o sobie znać niespodziewanie prowadząc do kolejnego zachwiania naszej nadmiernie nadwątlonej potrzeby bliskości i wzajemnej seksualności. To np. bolesny proces odkrywania całego kompleksu negatywnych aspektów mojej więzi z matką i destrukcyjnej zależności, w której dopiero teraz odkrywam źródło wielu moich problemów, z uzależnieniem w roli głównej. To np. wyznanie żonie druzgocącej prawdy o tym, że moje zdrady w istocie trwały wielokrotnie dłużej niż wyjawiłem to zaraz po wyjściu mojego uzależnienia na jaw. To nieustanne stawianie czoła palącym pytaniom ze strony żony „dlaczego”, „kiedy”, „z kim”, „jak” i ciągłe próby akceptacji potrzeby zrozumienia najbardziej mrocznych tajemnic i szczegółów mojego życia. Tajemnic, o których sam chciałbym wreszcie zapomnieć lub wręcz już skutecznie zapomniałem.

To również wcale nie usiany sukcesami kontakt i funkcjonowanie w społeczności SA, które w moim przypadku, jest bardziej oparte na wierze w potencjalne oddziaływanie grupy na mnie w przyszłości, niż na konkretnych pozytywnych doświadczeniach czy sukcesach.

To ciągła walka z samym sobą o wyjście z izolacji, konieczność przełamywania niechęci w sytuacjach takich, jak ta, kiedy piszę ten post, z trudem dzieląc się z innymi swoimi emocjami, odczuciami i problemami.

Optymistyczne? No właśnie...

Pomimo tych wszystkich trudnych i negatywnych aspektów jest we mnie optymizm. Nie chcę lukrować procesu zdrowienia. Po prostu na ten moment tak to czuję i chcę się tym podzielić. Jest jeszcze jeden ważny aspekt pozytywnego podejścia do problemu. Ja nie mogę sobie pozwolić na pesymizm. Nie mogę dopuścić do zwątpienia. Daję sobie tylko niewielki margines na odczuwanie lęku, niepewności i zmęczenia, żeby mieć marginalny komfort okazania słabości.

Ale tak naprawdę ten optymizm nadaje sens całym naszym staraniom, daje szanse przyszłości. Bez niego w zasadzie od razu mógłbym powiedzieć „poddaję się”. A więc jestem po prostu skazany na optymizm, to jedna z konsekwencji mojego nałogu, a tym samym moja odpowiedzialność. To rodzaj siły energii, jaką muszę i chcę przejawiać aby utrzymać nasz związek i kontynuować zdrowienie. To przejaw woli życia, tego normalnego i zdrowego.

Mam wrażenie i nadzieję, że mój post wpisuje się w nurt wypowiedzi groszowskiego, którą odebrałem jako przesłanie ze wszech miar pozytywne, zwłaszcza, że podparte w tym wypadku już dłuższym doświadczeniem. Mam nadzieję,, że za kilka lat, mocniejszy i w to doświadczenie bogatszy, będę się mógł przyłączyć do jego wypowiedzi.
  
minimalizm
21.09.2012 08:55:03
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1013668
Od: 2012-9-1
Dziekuje za te prawde.
Bo zdrowienie takie wlasnie jest
Bolesne,pelne lęku, obarczone tajemnicami i niepewnoscią jutra.
  
Gocha44
30.09.2012 02:56:25
Grupa: Użytkownik

Posty: 21 #1019597
Od: 2010-12-30


Ilość edycji wpisu: 1
KU POKRZEPIENIU SERC..
Witam wszystkich.
Gdy dowiedziałam się o seksoholizmie mojego męża, wchodziłam na wszystkie możliwe fora z tym samym pytaniem.
Czy komuś się udało? Czy są małżeństwa, które przetrwały takie "tornado"? Nie uzyskałam wtedy odpowiedzi. Obiecałam sobie wtedy, że jak moje małżeństwo przetrwa to napiszę o tym. Wiele razy wydawało mi się że już jest ten czas żeby spełnić swoją obietnicę,ale coś mnie powstrzymywało przed tym.
Czy dziś mogę tak powiedzieć?
Pamiętając co miałam na myśli zadając to pytanie(bez mała 3 lata temu)mogę powiedzieć : Nie, nie przetrwało.
A jednak jesteśmy razem, kochamy się i oboje mamy zamiar żyć wspólnie.
To dlaczego piszę "NIE"?
Bo moje pytanie było skrótem myślowym, a w całości brzmiało tak: Czy jakaś kobieta, zrozumiała swojego męża, wybaczyła mu, nie czuje bólu, nic jej nie przypomina zdrad, zapomniała, że wiele lat była oszukiwana i ponownie zaufała? Czy mąż spełnia jej wszystkie życzenia, znosi złe humory ze spokojem, znosi wszystkie złe słowa i pytania które bolą, a które Ona zadaje, spełnia jej wszystkie życzenia, nie sprzeciwia się niczemu bo świetnie rozumie, że to się jej należy?
Może dlatego nikt nie napisał "TAK NAM SIĘ UDAŁO"?
Bo gdyby ktoś odpowiedział na te wszystkie pytania "TAK", znaczyło by to że, może i są nadal razem, ale On jest czynnym seksoholikiem, a Ona nic nie zrobiła ze swoim współuzależnieniem i wyraża zgodę na jego zdrady, nazywając je wpadkami.
Jest już późno i choć chciałabym jeszcze sporo napisać, to oczy odmawiają posłuszeństwa, a era zapałek do podpierania, minęła.wesoły
Może jutro uda mi się napisać to co chcę, a może ktoś ma jakieś uwagi ?
Minimalizm, bardzo dobry post skierowany do IKARA, trafne spostrzeżenia.
Ikar jakoś mało IKARA w twoich słowach. Bardzo mądre słowa, świadczące o sporej wiedzy na temat seksoholizmu, brak mi trochę Ciebie, dlaczego ci jest ciężko,co znaczy "walczę"? Czy twoja wiedza na temst współuzależnienia jest równie duża?Czy Ty również przeszukujesz internet , czy czytasz tylko to co znajdzie twoja cudowna żona?





  
Gocha44
30.09.2012 12:42:15
Grupa: Użytkownik

Posty: 21 #1019712
Od: 2010-12-30
Kashya,Minimalizm, bardzo podoba mi się pomysł na stworzenie grupy wspomagających się par w których jedno z nich jest uzależnione od seksu. Zapytałam o to mojego męża i niestety On jest przeciwny angażowani się w takie przedsięwzięcie. Być może nie jest na to gotowy, a może nigdy nie będzie. Ale chętnie będę wam kibicować. Napiszcie proszę jak miałoby to wyglądać i jaką rolę miałoby spełniać.
Kashya, czy chcesz czy nie, Ja widzę siebie w zachowaniach, zarówno w twoich, jak i Minimalizmu.Nie mam zamiaru tutaj nikogo diagnozować, szufladkować,oceniać, czy prostować jego myślenie. Tak jak napisałaś, każdy jest inny,każdy partner jest inny i nie można wszystkich wrzucać do jednego worka, a mimo to schematy wielu zachowań są identyczne.
Ja wiem jaką harówką jest praca nad sobą. Najciężej jest przestać się okłamywać.
Kashu z tego co poczytałam, aleksytymia to nie brak odczuwania to nieumiejętność rozpoznawania i nazywania swoich emocji i uczuć. Kołatanie serca, drżenie rąk, czy tzw. "miękkie nogi" itp. pojawiają się gdy się boimy i są reakcją na strach. Aleksytymik nie połączy tych objawów z uczuciem strachu, będzie szukał somatycznych powodów tego co czuje. Nikt się z tym nie rodzi, aleksytymia kształtuje się podczas rozwoju,kiedyś niejednokrotnie musiał zapłacić wysoką cenę za posiadanie uczuć i emocji. Dlatego nauczył się ich nie zauważać, zaprzeczać ich istnieniu.A terapia polega na nauce odczytywania uczuć innych, a potem swoich.Nigdzie nie znalazłam informacji że "aleksytymik nie ma szansy na terapie bez pomocy kogos bliskiego kto powie mu co on moze czuc, pomoze zidentyfikowac stany i uczucia. terapia aleksytymi opiera sie na wspolpracy z partnerem/rodzicem itp."
Ale Ja przeczytałam tylko kilka artykułów, nie "wgryzłam" się dość głęboko w temat, żeby "robić" za eksperta,mogę się mylić.
Kashya mam nadzieję, że przyjmiesz za fakt, że Ja tak samo jak TY nie mam " potrzeby 'mania racji'"- po prostu wydało mi się dziwne, że pomoc w terapii polega, choćby w malutkiej części na mówieniu "teraz to co się z Tobą dzieje może być wynikiem....." . I to jest jedyny powód mojego zainteresowania tym tematem i powyższego wywodu.
Kashyu napisałaś "wierze ze dobrze robie to co robie, ale tez staram sie byc otwarta na nowe doswiadczenia i nowe informacje. nie zakładam z gory i nie odrzucam.". To jest jeden z momentów w których widzę siebie. Gdyby nie ta wiara nie zaszłabym tu gdzie jestem. Pewność, że robię dobrze prowadziła mnie przez dwa i pół roku, to dzięki niej postępowałam jak najlepiej mogłam. To z powodu niej popełniłam tyle błędów, to również dzięki niej dokonywałam złych wyborów i głupio myślałam, i wreszcie dzięki niej cierpiałam więcej niż musiałam. Dziękuję sobie za tę pewność i za to wszystko o czym właśnie napisałam.
Pewnie moje słowa wyglądają na daleko posuniętą ironię, ale zapewniam Was nie ma tu jej, ani odrobiny.
Wychodzenie ze współuzależnienia to długotrwały proces, bardzo bolesny i długi i niestety nie ma tu drogi na skróty, nie ma ułatwień, ani podwózki. Trzeba ją samemu przejść, wiele razy upadając. I to dzięki pewności że robię dobrze, podnosiłam się i szłam dalej,to dzięki niej podążałam do celu, a ból który odczuwałam z powodu złych wyborów był zbawienny, bo był jedynym ostrzeżeniem, że zboczyłam z trasy.
Kasyha masz bardzo dużo schematów myślowych, które były moim udziałem, do dziś czasem się pojawiają, ale nie będę o nich pisać, bo to są twoje schematy, a Ja mam swoje, ignorancją byłło by z mojej strony wytykaćć JE TOBIE, bo nie jesteśmy jedną osobą i to co dla mnie złe dla Ciebie może być zbawienne. Pozwól że czasem zadam jakies pytanie czy odpisze na twój post.
Minimalizm napisz proszę jak radzisz sobie ze złością .

  
minimalizm
30.09.2012 13:11:35
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1019740
Od: 2012-9-1


Ilość edycji wpisu: 4
    Gocha44 pisze:


    Wychodzenie ze współuzależnienia to długotrwały proces, bardzo bolesny i długi i niestety nie ma tu drogi na skróty, nie ma ułatwień, ani podwózki. Trzeba ją samemu przejść, wiele razy upadając.

Zdałam sobie sprawę, że moje wspóluzależnienie ma baaaaardzz głebokie korzenie jeszcze w dziecinstwie, ponieważ brałam na siebie odpowiedzialność za trzeźwienie mojego ojca - alkoholika, ale też za nastroje matki, która wtedy nie była w terapii; zawsze robiłam dużo więcej niż musiałam i uwazałam, że ze wszystkim sobie poradzę i generalnie WSZYSTKO MOGE: mogę nawet zmienić innego człowieka. To bylo mi potrzebne, aby przeglądac sie w cudzych oczach, rozdmuchiwać moje słabe ego.
Później chciałam zmieniać mojego chłopaka, a gdy stał sie moim mezem - także zmieniać go tak, aby pasował do moich fantazji i wyobrażeń. Gdy wyszło uzależnienie, to po pierszym szoku, który byl ciosem w moje wyobrażone dotychczasowe życie, chciałam też zmienić go w zdrowego, ale tak, by byl zdrowy zgodnie z moim wyobrażeniem o zdrowiu. Stad też w pierwszych miesiącach żyłam w euforii i zaprzeczałam faktom, że jednak nie zdrowieje. Nie chciałam przyznac sie do tego, że nie akceptuję "jego jako jego", tylko jego "pod warunkiem". znowu więc brałam odpowiedzialnośc za jego zdrowienie: podsyłałam kolejne artykuły, linki do specjalistów, krytykowałam, że za mało pracuje, że sie oszukuje, nie widzi swoich wad, kłamie, manipuluje itp. Przytłaczałam go swoim chciejsctwem i znawstwem.
A wydawało mi sie, że to, co robię, to najlepsze, co mogę zrobić, bo przeciez ja wiem jak powinno być.
Dopiero jak go zaakceptowałam i odpuściłam, zaczeło sie prawdziwe zdrowienie i moje i jego - a zaczęło sie całkiem niedawno, dopiero kilka miesiecy temu, a z rozpoznanym uzaleznieniem jesteśmy ponad rok.

    Gocha44 pisze:

    Minimalizm napisz proszę jak radzisz sobie ze złością .

Złoszczę sie.
Uczę sie jednak nie mieć huśtawek: od euforii do czarnego doła.
Rozmawiam z przyjaciółmi ze wspólnoty, korzystam z kontaktu ze sponsorką, chodzę na mityngi, pracuję nad sobą.
Korzystam z umiejętności rozmowy zdobytej na mityngach - mowieniu o sobie i za siebie.
Dzięki uczeniu sie akceptacji - mam w sobie mniej destrukcyjnej złości, niż kiedyś.


Wspólnota Zdrowiejących Par
http://www.recovering-couples.org/
Ja póki co nie jestem gotowa na zdrowienie związku, bo sama nie jestem zdrowa; dopiero odkrywam nowe rzeczy w sobie, jak np. anoreksję emocjonalną (a może aleksytymię?); mój m. dopiero uczy sie mówić cokolwiek szczerego o sobie w mojej obecności.
  
kashya
01.10.2012 10:49:16
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1020298
Od: 2012-6-18


Ilość edycji wpisu: 1
Gocha, dziekuje Ci za wypowiedz.
chciałabym w kontekscie tego co napisałas jeszcze raz wyraznie podkreslic- bo byc moze poprzednie razy były zbyt mało precyzyjne.
ja nie mowie, ze ja/my jestem/jestesmy CAŁKOWICIE INNI. ja tylko nie godze sie na mowie ze jestesmy CAŁKOWICIE TACY SAMI. mam nadzieje ze widzisz roznice?
Uwazam, ze podobienstw jest wiele, i tak jak piszesz- dostrzegasz wiele we mnie wiele schematów ktorymi sama sie posługiwałas. i to jest ok.- bo stwierdze 'wiele podobienstw' napewno jest prawdziwe. natomiast nie jestesm ani Tobą, ani Minimalizmem. jestem sobą. I owszem- moja sytuacja jest podobna do Waszej w bardzow ielu aspektach, ale taż ma takie, w których jest odmienna.
to tylko o to chodzi.

jesli chodzi o aleksytymie- ja z kolei wgryzam sie w temat. w Polsce było przeprowadzonych dosłownie kilka pojektów badawczyh na ten temat i mało jest informacji. dużo wiecej znajdziesz ich na stronie Amerynskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (jest tam tez kwestionariusz on-line do diagnozy jakby ktos potrzebował)
masz całkowita racje z tymi uczuciami aleksytymika- i zreszta gdzies o tym pisałam- to jest mylenie objawów emocjonalnych z somatycznymi. a pomoc bliskiej osoby (moze tez niewłasciwie lub skrótowo sie wypowiedzałam w tej kwestii) nie polega na mowieniu mu co on czuje (naprawde tak napisałam?)tylko na zauwazaniu sytuacji w których jest jakies napiecie emocjonalne miedzy nami (bo on ich nie widzi) i zwracaniu jego uwagi na to. on ma wtedy szanse zauwazyc ze to kołatanie serca na przykład to objaw zdenerwowania. idokonuje wglądu w siebie- z czasem przychodzi mu to coraz łatwiej. kolejna rzecza ktora robi bliska osoba to opisywanie swoich uczuc w sytuacjach napiecia emocjonalnego tak zeby aleksytymik mogł zastanowic sie czy on czuje podobnie czy inaczej. i kilka jeszcze takich konkretnych rzeczy.
jak dla mnie problem najwiekszy z wypowiedziami na forum jest dokładanie własnych interpretacji i przekształcanie sensu wypowiedzi. ja pewnie tez tak robie (na przykład z wypowiedziami MInimalizmu- bo z drugiej strony jestesm przekonana ze nie miała złych intencji w tym co pisała).

jesli chodzi o grupe dla małzenstw/par- nie wiem jak miałaby to wygladac. mysle ze powinien tam byc terapeuta- moderator i najlepiej pary z dłuższym stażem zdrowienia. bo boje sie ze jak beda sami nowicjusze to moze to byc niekoniecznie pomocne.... nie jestem zwolenniczka grup typu 'wiódł slepy kulawego', choc wiem ze czasem nie mamy wyboru i lepsza taka grupa niz zadna. tak jak pisałąm- w warszawie działała taka grupa w ramach SLAA, ale jakos sie rozmyła. moze teraz po wakacjach sie reaktywowała, ale z kolei nie jestesmy w stanie dojechac na 18 razem na trzeci koniec miasta. no i tak zwana lipa :/
chyba nawjwieksza wartoscia jaka widze w takiej grupie to opowiadanie o własnych doswiadczeniach, a pozostałe osoby moga wyciagnac z tego wnioski dla siebie.
  
kashya
01.10.2012 10:57:14
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1020306
Od: 2012-6-18
o, a moze po prostu założymy wątek dla par? taka grupa na odległosc by byla? tak na gorąco myśle, nie twierdząc ze pomysł jest genialny... wesoły
  
Admin
01.10.2012 11:02:40
poziom 6



Grupa: Administrator 

Lokalizacja: Admin

Posty: 1590 #1020316
Od: 2009-6-1
    kashya pisze:

    o, a moze po prostu założymy wątek dla par? taka grupa na odległosc by byla? tak na gorąco myśle, nie twierdząc ze pomysł jest genialny... wesoły

Warto przy tym pamiętać że sieć nigdy nie zastąpi pomocy fachowej, oczywiście wspieranie się jest ważne ale pomoc fachowców jest najważniejsza wesoły
_________________
http://placzdziecka.blox.pl/html
A gdy serce twe przytłoczy myśl, że żyć nie warto,
z łez ocieraj cudze oczy, chociaż twoich nie otarto.
  
Electra27.10.2020 22:35:48
poziom 5

oczka

Przejdz do góry strony<<<Strona: 3 / 13>>>    strony: 12[3]45678910111213

  << Pierwsza     < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » INNE CHOROBY » MÓJ MĄŻ SEKSOHOLIK

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe forum | sklepy | opinie, testy, oceny

Marzycielska Poczta. darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków