NOWE POSTY | NOWE TEMATY | POPULARNE | STAT | RSS | KONTAKT | REJESTRACJA | Login: Hasło: rss dla

HOME » INNE CHOROBY » MÓJ MĄŻ SEKSOHOLIK

Przejdz do dołu strony<<<Strona: 7 / 13>>>    strony: 123456[7]8910111213

Mój mąż seksoholik

  
kashya
24.04.2014 22:11:52
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1824310
Od: 2012-6-18
w SLAA to chyba w ogóle tylko dla małzeństw? bo tam jakas surowa reguła jest? chyba że chodzi o pary których nie łączy pozycie intymne? tak z ciekawosci pytam wesoły
  
Electra02.12.2020 10:20:39
poziom 5

oczka
  
minimalizm
25.04.2014 05:37:11
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1824431
Od: 2012-9-1
To w SA jest pod tym względem surowsza reguła i bardzo wyraźnie zdefiniowana żądza, SLAA jest określane jeko bardziej płynne, poniewaz każdy sam określa swoje indywidualne wzorce uzależnienia od seksu i miłości.
Ani w jednej ani w drugiej wspólnocie nie ma wymogu bycia w zwiazku, bo jest przecież sporo singli uzaleznionych, którzy wlaśnie z tego powodu mają trudności w relacjach.
  
kashya
25.04.2014 11:23:47
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1824701
Od: 2012-6-18
raczej chodziło mi o to (tak czytałam), że w SLAA inaczej definiuje się abstynencje. tzn a SA możesz uprawiać seks ze stałym partnerem czy parnerką, a SLAA wyłacznie z żoną/męzem. czyli konkubinat i zwiazku hetero nie wchodzą w grę.
  
minimalizm
25.04.2014 11:34:05
poziom 1

Grupa: Użytkownik

Posty: 39 #1824712
Od: 2012-9-1


Ilość edycji wpisu: 1
    kashya pisze:

    raczej chodziło mi o to (tak czytałam), że w SLAA inaczej definiuje się abstynencje. tzn a SA możesz uprawiać seks ze stałym partnerem czy parnerką, a SLAA wyłacznie z żoną/męzem. czyli konkubinat i zwiazku hetero nie wchodzą w grę.


Moze gdzies tak było napisane, ale w literaturze SLAA tego nie ma. Chodzi po prostu o zwiazek (nie ma "nakazu", że ma być zakontraktowany. To właśnie w SA jest nacisk na małżeństwo, a nie na konkubinat, że jezeli nie masz meza/ żony, to seksu "zero" w jakiejkolwiek postaci.
  
kashya
25.04.2014 12:40:30
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1824773
Od: 2012-6-18
wiesz co, to ja pomyliłam po prostu nazwy tych wspólnot- bo to co piszesz to dokładnie to o co mi chodziło, tylko z zamienionymi nazwami wesoły.
  
katrzynaz
26.04.2014 18:06:15
Grupa: Użytkownik

Posty: 23 #1826053
Od: 2014-3-25
kashya jeszcze raz dziękuję wesoły jesteś tym co teraz potrzebuję. Piszesz:

słuchaj serca wesoły ja tez w pierwszym odruchu szukałam pomocy na forach to tylko słyszałam- zostaw drania, to dziwkarz jedne, szanuj sie...

Ja właśnie dostałam całkiem inne zwroty - próbuj, wasze małżeństwo jest tego warte. Wiele osób na czele z bardzo znanymi psychologami z dziedziny uzależnień od środków psychoaktywnych (naszych bliskich przyjaciół) mówią że wierzą, że nasze małżeństwo wyjdzie z tego obronna ręką i będzie jeszcze lepsze. Nie słucham serca, bo moje serce za bardzo krwawi. Słucham rozsądku i płynę z prądem, czekam co los przyniesie.
I czuję że to za mało. Wczoraj mój M. poprosił mnie żebym walczyła a ja zdałam sobie sprawę że nie walczę, czekam co się stanie. Ale przez to czekanie, nic się ze mną nie zmienia. Nie jestem w stanie przejść nad tą zdradą jak nad obkjawem choroby, odbieram to bardzo osobiście.
Nie mam nawet pomysłu jak walczyć, gdzie iść?
Możesz mi coś podpowiedzieć?
ps. książki doszły, przejrzałam pobieżnie i na razie poszły na półkę. Za bardzo wizualizuję sobie mojego M. w różnych sytuacjach tam opisanych.
  
kashya
26.04.2014 21:50:53
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1826211
Od: 2012-6-18
wiesz co, myslę, ze nikt nie zna Twojej sytuacji lepiej niż Ty. nie ma jednej drogi ani jednej recepty. milion szegółów decyduje czy danej parze sie uda czy nie.
piszesz ze zdałas sobie sprawe ze nie walczysz. bezruch - stanie w miejscu- to nie moje klimaty. ale pamiętam ze na początku pojechałam na miesiąc daleko od domu, w miejsce gdzie diabeł mówi dobranoc. niby na wczasy zdrowotne, ale tak naprawde nie brałam udziału w zajęciach. mysłam, czytałam, rozmawiałam z mężem przez telefon. właściwie od samego początku wiedziałam ze chcę walczyc i walczyłam. ja musze działac.

ale sa soby, które potrzebują wiecej czasu zeby sie pozbierac. może Ty własnie do nich nalezysz?

książki poszły na półke- czytanie bolało. ja potrafiłam je czytac z pozycji obserwatora- taki mech. obronny intelektualizowanie. wtedy odcinaja mi się emocje. przydaje się, choc tak czy inaczej trzeba ise z czasem z tymi emocjami zmierzyc. ucieczki neistety nie ma. ale na pierwszy ogień sie bardzo przydało wyłaczenie ich. jeśli Ty tak nie potrafisz, to faktycznie nie ma co na siłę czytać.

z pomysłów które mi przychodzą do głowy:
- opowiadanie o tym wszytkim dookoła wesoły ( niby dodałam usmiech, ale ja na przykład opowiedziałam wielu osobom- nie chciałam ukrywać, bo jakby sie jednak nie udało to potem musiałabym sie tłumaczyc wszsytkim czemu zostawiłam taki chodzacy ideał, a poza tym jak opowiadałam to po raz setny to za kazdym razem mniej bolało. na zachodzie jest nawet taka procedura leczenia urazów emocjonalnych- np. po smierci bliskiego, ze sie pisze o tym bardzo szczegółowo a potem na sesjach terapeutycznych dziesiątki razy sie czyta na głos. za któryms razem przestaje tak bolec. to taka technika zanurzeniowa)
- zupełne odcięcie sie i zajecie sobą- ja nie jestesm w stanie wdrozyc takiego rozwiażania, ale wiem ze sa osoby co potrafią albo przynajmniej robia to cześciowo
- czytanie wspierajacych ksiązek z serii 'balsam dla duszy'oraz ogladanie filów z happy endem (byle nie romantycznych - przynajmniej dla mnie było to nie do zniesienia i dopiero niedawno zaczełam je ogladać na nowo)
- medytacja lub rozwój duchowy zgodny z Twoja religia (lub jej brakiem) - znam osoby którym to pomogło
- udawanie ze nic się nie stało do czasu az nabierzesz sił- to technika zakopywania kłopotów pod krzakiem agrestu do nastepnej wiosny wesoły
- terapia indywidualna lub grupowa - wcale nie musisz mówic na niej wyłącznie o tym co teraz sie stało.
- może zacznij pisac? pamiętnik? bloga? jesli bloga to podaj link będziemy komentowac oczko
- zajmij sie pomaganiem innym- wolontariatem , praca na rzecz schroniska dla zwierzat, dokarmiaj bezdone koty - popatrz na to z perspektywy ze inni moze nawet bardziej cierpia?
- ja (trudno mi ppowiedziec jak jest w twoim przypadku) zawsze w chwilach zwiatpienia przypominam sobie ze gdyby nie wydało sie jego uzaleznienie to zylibysmy dalej obok siebie a nie ze sobą- to była jedyna szansa na prawdziwy zwiazek 9tyle, ze nigdy nie zwatpilam w to ze go kocham a on kocha mnie, i ze ze chce byc z nim)

bede dopisywac jak mi cos przyjdzie do głowy.
a ty tez pisz- zawsze to krok do przodu (albo w bok, ale zawsze jakis ruch wesoły
  
kashya
26.04.2014 23:49:58
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1826313
Od: 2012-6-18
jeszcze tak sobie myśle o tym co pisałas ze nie możesz traktowac zdrady jako objawu choroby- ja tez nie smutny mój M. chodził po prostu na dziwki. tirówki nie tirówki , z guma bez gumy...masakra. i powiem szczerze- jak bolało na początku- jako kobietę, uderzając w poczucie wartości, w godność, - tak niestety boli dalej. i jeszcze bardziej niestety myśle ze tak zostanie. dla mnie to tylko wybór czy jestesm w stanie żyć z tym bólem czy nie. nie zapomne. i nie wybacze.
i po zrobieniu rozrachunku, policzeniu tego co on teraz w ciagu tych dwóch lat robi dla siebie, dla mnie, dla naszego zwiazku- myśle, ze wybieram życie z bólem i z nim. ten ból to coena za jakość tego co jest miedzy nami teraz. przeszłosci nie zmienie. a terazniejszosc jest bardzo bardzo dobra. prawde mowiac gdyby nie te wspomnienia to nasz zwiazek nazwałabym bardzo pełnym i odnajdującym sie w rozwoju i doskonaleniu.

na koniec tylko dodam- rozumiem, jak się czujesz. i uważam ze masz, ze mamy do tego prawo. i pewnie nie rozumie tego nikt kto tego nie przezyl.
  
katrzynaz
28.04.2014 10:53:02
Grupa: Użytkownik

Posty: 23 #1827385
Od: 2014-3-25
Oczywiście masz rację że każda sytuacja jest inna. Ja od początku mówiłam że każda kobieta ma inny próg wrażliwości na różne rzeczy (niektóre kobiety zgadzają się na bicie) a ja jestem bardzo wrażliwa na punkcie wierności.
Dzięki za pomysływesoły cześć z nich już próbowałam:
-pamiętnik, zapisałam dwie strony i jakoś mi umknęło...ciągle zapominam, wiec chyba pisanie na siłę nie ma sensu. Za to pomysł bloga jest fajny, muszę pomyśleć.
-opowiadać wokół- jestem za i robię to od samego początku. Moi najbliżsi przyjaciele wiedzą, nasi wspólni również. Nie zagłębiałam w to ludzi z pracy czy znajomych M. bo to już jego decyzja. Napisałam też o tym na jednym forum i odzew mnie powalił. Dla mnie miało to kilka zwrotów, po pierwsze ukrywanie dla mnie jest pierwszym krokiem do współuzależnienia, po drugie musiałam wykrzyczeć jak bardzo jestem zraniona, kolejne to to że powaliło mnie ile zdrady jest wokół mnie. Na 8 moich bardzo bliskich koleżanek/przyjaciółek 5 zostało zdradzonych. To samo na forum, odzywało się mnóstwo dziewczyn które też to przeszło.
-zupełne odcięcie- ja też nie potrafię smutny
-udawanie że nic się nie stało- też nie moja bajka.
-medytacja lub rozwój duchowy- myślałam o tym ale jakoś przez 3 mc nie dotarłam nadal do kościoła(przepraszam byłam raz na mszy z dzieckiem i ryczałam jak bóbr)
-wolontariat- to zostawimy jak nic innego ni będzie działać wesoły
-terapia- tak tu podpisuję się dwoma rękoma. Tylko ni wiem trochę gdzie. Myślałam o S-Anon ale coraz mi dalej do tego. Brak informacji zwrotnej, brak terapeuty...to chyba tez zostawię na później.
-wyjazd- zastosowałam w pierwszych dniach, spakowałam się i poszłam do hotelu. Dla mnie nie było to wcale najlepsze, bo przeryczałam ten czas pisząc sms z kochanką mojego M. Ale wyjazd teraz mi też chodzi po głowie. Co prawda będzie to trudne w mojej sytuacji- jedno dziecko w wieku przedszkolnym i niemowlak skutecznie utrudniają bycie samą.

I na zakończenie bezruch to też nie mój klimat, to jest pierwsza sytuacja w moim życiu kiedy zapadłam w taki marazm. Walczę całe życie jako DDA miałam sporo do przerobienia. Ale chyba wychodzę z tego marazmu, zaczynam czytać (nawet te książki odłożone na później), szukać pomocy, jestem tutaj... to chyba oznaka wyjścia z odrętwienia.
Ja też wiem ze mój mąż mnie kocha, nie wiem czy jestem w stanie docenić to co robi teraz i czy ten związek zyska nową wartość. To trochę tak jak kobiety alkoholików jak ci trzeźwieją często odchodzą bo okazuje się że ich facet jest całkiem kimś innym...


  
kashya
28.04.2014 18:30:41
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1827732
Od: 2012-6-18
czy terapeuta prywatnie czy na nfz? bo jak prywatnie to kilka osób w warszawie mogę polecić. a jak na nfz to zawsze możesz próbować po kolei począwszy od Dolnej, we wszystkich poradniach uzależnien jako dda az w kocu trafisz na kogos kto ci będzie odpowiadał. mój M. był u 11 osób zanim trafił tu gdzie teraz chodzi.

ciesze się ze odrętwienie minelo, a przede wszystkim ze zaczelas czytac. wierze w to ze im więcej się wie tym latwiej przebrnąć przez to.

ja pewnie tez korespondowalabym z tą kochanką ale to byłoby jednocześnie najgorsze co mogłabym sobie zrobić. to rozdrapywanie ran. taka jestesm mądra niestety tylko w teorii bo w praktyce ja musiałam dogrzebać się do kosci dosłownie i dowiedzieć się wszystkiego ze szczegółami. i po co mi to było? nie wiem. ale jak już się przez to przegrzebałam to mi przeszlo. tyle tylko ze duuuzo czasu zajelo mi rozkminianie wszytkich "uciech" mojego M. wyobrażanie sobie z kim kiedy i jak. i wypytywałam go o szczegóły. i bolał jak diabli. i teraz jak sobie przypomnę tez boli, ale jak nie wiedziałam to było jeszcze gorzej bo moja wyobraznia potrafila mi takie rzeczy podpowiadac ze...słów szkoda.

z dzieciakami i to taki skrzatami to faktycznie kłopot- wyjechać i zostawić... współczuje Ci smutny ja miałam ten luksus ze mogłam co najwyżej martwic się czy nakarmi koty (to jednak był stres- czy zamknie balkon, czy nie wypuści zadnego przez nieuwagę na klatke itp.). ale jakos dalam rade.

zgadzam się ze ukrywanie to początek wspoluzaleznienia. tez taka motywacja mi przywiecala- to nie ja jestesm autorka tego wstydu i nie ja będę go czuc. ja nic zlego nie zrobiłam i nie będę chowac trupa w szafie.

niestety jestesm niewierzaca (albo raczej- nie potwierdzam, nie zaprzeczam...)i jakos trudno mi zagłębiac się w wiarę, ale mimo wszystko- jak trwoga to do boga. i pomagało wesoły jak piszesz o swojej sytuacji (mam na myśli kwiestie techniczno-logistyczne) to jednak kościół wydaje się być najłatwiej osiągalny w porównaniu z czymkolwiek innym.

zdrad jest pełno- ale nie każdy jest seksoholikiem co zdradza. i sama nie wiem co bym wolała. bo jak seksoholik tzn ze to wyrok na cale zycie i w każdej chwili może być nawrót. a jak uzależnienie jest tylko wymówka dla łajdactwa, to tez nie chce być zona łajdaka. i tak zle i tak nie dobrze;/

czy brak informacji zwrotnej tzn ze nie odezwali się do ciebie z s-anon? ja się nagrałam na seksretarke a potem jak zadzwoniłam poznym wieczorem jeszcze raz to się odezwala dziewczyna która mi powiedziała gdzie się spotykają. zdaje się ze w soboty gdzies na starówce, ale nie pamiętam dokładnie.

trzy miesiące to malutko- musisz nabrać sil i dac sobie czas. rób to co dajesz rade zrobić. wszystko z czasem będzie się zmienialo. nabierzesz dystansu, być może tez doznasz jeszcze kolejnych zranien- ba jak pislalam tu nie tylko ja- oni nie od razu wszystko ujawniają. ze strachu po prostu. boja się sami własnej podlosci,boja się ze tym razem nie wytrzymamy i odejdziemy, wstydzą się...i pewnie jeszcze wiele innych powodów- ale warto być gotowym w razie czego.

wiesz co- ja mysle ze odejść przecież zawsze zdazysz, nie? wesoły
  
katrzynaz
29.04.2014 09:53:00
Grupa: Użytkownik

Posty: 23 #1828185
Od: 2014-3-25
S-Anon jak najbardziej się ze mną skontaktowało. Teraz spotkania są we wt o 19 i czw na 19.30. Chodziło mi sposób "prowadzenia" a chyba raczej działania grupy. Nie ma informacji zwrotnej od innych uczestników tak jak to się dzieje na terapii grupowej z udziałem psychoterapeuty (no chyba ze się mylę?)
Oczywiście że ja też dokopałam się do kości jak to ładnie ujęłaś, ale wiesz dzięki temu np miałam pewną wiedzę że muszę zrobić badania. Bo niby się zabezpieczał a jak zapytałam o szczegóły to się okazało że nie do końca. Mam też koszty tej wiedzy, codziennie będę miała w drodze do pracy hotel w którym się spotykali, bo to też chciałam wiedzieć.
Terapia chyba prywatnie, przynajmniej na razie. Kasy co prawda nie mamy ale mam to gdzieś, on mógł wydawać tysiące na nałóg to teraz niech płaci za leczenie. Na NFZ trochę nie mam czasu szukac, może trochę później jak już się bardziej otrząsnę i będę mogła spokojniej poszukać.

Odsłuchałam wywiad który podesłałaś i bardzo pouczający, przynajmniej dla mnie. Kolejny mały kroczek żeby traktować to jako objaw choroby.
  
Electra02.12.2020 10:20:39
poziom 5

oczka
  
kashya
29.04.2014 17:17:16
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1828642
Od: 2012-6-18
ja badan od niego zażądałam natychmiast jak się dowiedziałam. on musiał się przebadać.przyznał się ze raz w roku (?) robił to bez prezerwatywy- taka nagroda za ciężką pracę i w ogóle.....ale nawet jakby się nie przyznał to i tak kazałabym mu się przebadać. od a do z.
koszty...znam to :/ jak jedziemy na warszawe to w zasdzie wszędzie mijamy miejsca w których to robił. zakłądajac ze od mniej więcej 20 lat to robil i z założenia wybieral za każdym razem inna to mogę śmiało przyjąć ze gdzie byśmy nie pojechali (mam na myśli miasto oraz drogi wylotowe) to robił to wszędzie.... dobija mnie to! zwłaszcza ze znam to z drugiej strony- kiedyś robiłam takie badania 'osobowość spoleczna prostytutki' i żeby zdobyc 'material' do badan to pracowałam w kilku warszawskich agencjach jako telefonistka... i kto by pomyslal ze kiedyś spojrze na ten proceder zupełnie z innej perspektywy. już wtedy (jeszcze nie bylam z moim m. na stałe- mielismy przerwę, bo to taka milosc z dramatem w tle) dowiedziałam się ze nie ma takiej grupy facetow którzy by tam nie chodzili- z dziecmi , bez dzieci, tuz przed slubem, tuz po slubie, z długim stażem malzenskim i księża...dosłownie wszsytcy. dwa lata prowadziłam te badania i raz na tyle czasu był facet co przywiozl kolegow a sam nie korzystal z uciech tylko siedział ze mna na recepcji az oni skancza. i zapytałam go dlaczego- powiedział po prostu: kocham swoja zone...a ja pomyslalam ze mój obecny m. wlasnie takim jest, wlasnie tak by zrobil i tak się zachowal...jakze się myliłam smutny i teraz fakt ze znam to od drugiej strony, wiem jak wybglada taka agencja, wiem jak odbywa się 'wybieranie' dziewczyny do lozka, to niestety podsuwa mojej wyobraźni mnóstwo obrazow...koszmar. uwierz mi ze rozuemim jaka cene płacisz za to ze się dowiedzials....

jeśli chodzi o wywiad- to wlasnie Staszek, terapeuta mojego m. jest pierwszsym terapeuta który pomogl. jego zona pracuje z partnerkami seksoholików. mogę ci dac numer do niej. sama jest zona seksoholika wiec wie co mowi. tyle tylko ze ona wiedziała za kogo wychodzi. a to zdecydowana roznica.

jeśli w s-anon pracują na 12 krokach to faktycznie nie ma informacji zwrotnej. nie bylam na spotkaniu ale chodziłam z bratem na spotkania AA oraz wiem od m. jak wygladaja spotkania SA. każdy mowi o sobie i nie komentuje się tego co mowia inni. w każdym razie nie tak jak podczas terapii. mi tez to nie odpowiada. ja potrzebuje po prostu pracy z terapeuta. konkretów i feedbacku.

jeslo chodzi o placenie- to powiem ci ze my nauczyliśmy się nie zalowac na terapie. jeśli nie zainwestujemy w to to rownie dobrze możemy sobie odpuscic. przecież jak on nie wyzdrowieje to nie wyzdrowieje nasz związek a wtedy jaki ma sens posiadanie oszczednosci czy nowej lodówki?
  
kashya
30.04.2014 00:23:33
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1828987
Od: 2012-6-18
wywiad z carnesem http://www.uzaleznienieodmilosci.pl/page/cz_inne_11/
  
katrzynaz
30.04.2014 09:51:40
Grupa: Użytkownik

Posty: 23 #1829167
Od: 2014-3-25
Wszystkie te wywiady, książku dają obraz takich nieszczęśników tych naszych mężów...przecież oni taki skrzywdzeni przez życie, nie umieją nawiązać relacji itp. A gdzie jesteśmy my? Żony, partnerki? To my cierpimy i nosimy rany do końca życia. A oni no cóż idą się leczyć i jak to ktoś juz tu napisał: "Mamusiu zle zrobiłem ale zobacz przecież się leczę.." To taka moja refleksja na to wszystko, złość. Mój M. złamał życiu wielu kobietom, pierwszej żonie, kochance z pierwszego małżeństwa, mi i choć to zabrzmi dziwnie swojej kochance, która zakochała się. Jeden człowiek, tyle zranionych dusz... smutny
kashya podeślij mi numer do żony Staszka, najpierw spróbuję w "Polanie" bo tam też mają dwie terapeutki które pracują z żonami seksoholików.

  
kashya
30.04.2014 10:55:56
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1829238
Od: 2012-6-18
zgadzam sie - oni biedne misie. a my???? nie ma oferty terapeutycznej dla żon smutny mam dokładnei takie podejscie jak ty i teraz juz sie nie szcypie- moje potrzeby sa na pierwszym miejscu. wiem ze mu ciezko. ale co, mi lekko? i do konca zycia bede czula ten ból. i wcale mi go nie żal - niech i on do konca zycia ma swiadomosc co zrobil. i mam nadzieje ze ta swiadomosc bedzie coraz pelniejsza. jak moj m. wróci z pracy to zaraz ci dam ten numer (bo on ma go w tel.) daj znac jak te kobitki z Polany. jak bedzie ok to moze i ja sie wybiore?
  
kashya
30.04.2014 10:57:30
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1829241
Od: 2012-6-18
ale sie biedulek użalił na terapii ze powiedziałam ze mu nie wybacze to wszyscy mu wspolczuli jakie on ma trudne zdrowienie...a mi cholerka to łatwo lekko i przyjemnie...róznica taka ze to on jest autorem tej sytuacji a ja ani o tym nie wiedzialam ani na to nie zasłuzylam. ani jego pierwsza zona. ani te kilka stalych dziewczyn ktore w jego zyciau sie przewinely.amen.
  
kashya
01.05.2014 20:15:26
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1830488
Od: 2012-6-18
pamiętam o tym tel. do zony staszka - jak dojdę na dół to wezmę z kieszeni wesoły
a tymczasem
Arkadiusz Bilejczyk
mgr psychologii
Centrum Psychoterapii MAGO - ul. Lwowska 9 lok. 43, Warszawa, www.mago-psychoterapia.pl, tel: 22 226 87 48
Poradnia Seksuologiczna i Patologii Współżycia Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ ul. Dolna 42, Warszawa
Kontakt: e-mail: arkadiusz.bilejczyk@gmail.com
Certyfikat Psychoterapeuty Poznawczo-Behawioralnego PTTPB nr 215
Certyfikat ważny do 2015 r.
Certyfikat Seksuologa Klinicznego nadawany przez Polskie Towarzystwo Seksuologiczne psychoterapia zaburzeń seksualnych (seksoholizm, dysfunkcje seksualne, zaburzenia preferencji seksualnych, problemy związane z akceptacją orientacji seksualnej, pomoc dla osób z zespołem dezaprobaty płci - transseksualizm), zaburzenia lękowe, zaburzenia osobowości
  
Gocha44
05.05.2014 17:09:53
Grupa: Użytkownik

Posty: 21 #1833767
Od: 2010-12-30


Ilość edycji wpisu: 1
Dawno tu nie byłam, sprzatajac skrzynke pocztowa trafiłam na Was wesoły Czytam i czytam i tak poczułam, ze mam wam trochę do powiedzenia.
Kashya dużo piszesz, ale tak naprawdę to nie jestem w stanie sie z tego twojego pisania dowiedzieć jak sobie radzisz, co robisz dla lepszego samopoczucia, jak odgruzowujesz siebie, bo niewątpliwie dwa lata temu "sufit spadł ci na głowę. Natomiast świetnie wiem jak czuje sie twój M, jakie zrobił postępy, jakie przeszedł terapie. Nie mam pojęcia co robisz dla siebie? Nie mówię tu o fizycznym dbaniu, a o radzeniu sobie z emocjami. I czy w ogóle coś robisz. Katarzyna poprosiła cię o radę "jak walczyć", podałaś jej szereg propozycji, z których tylko jedną Ty wykorzystałaś " opowiadanie o tym co ci się przytrafiło", cała reszta rad tobie się nie przydały/udały. Te rady są bardzo dobre, ale też bym je odrzuciła, gdybym je tak postrzegała jak Ty.
"- zupełne odcięcie sie i zajecie sobą- ja nie jestesm w stanie wdrozyc takiego rozwiażania, ale wiem ze sa osoby co potrafią albo przynajmniej robia to cześciowo" brr, wcale się nie dziwię, że nie jesteś w stanie tego zrobić, bo brzmi to okropnie dla kogoś kto chce ratować związek wesoły A o co w tym chodzi i dlaczego Ja mówię że to jest dobre? Przede wszystkim użyłabym słowa oderwanie zamiast odcięcie. Chodzi o to żeby pozwolić dorosłemu przecież człowiekowi radzić sobie samemu ze swoimi emocjami, uczuciami i konsekwencjami swoich czynów,żeby nie brać ich na siebie. Oderwanie całkowite od jego problemów nie znaczy, że masz przestać się nim interesować, przestać robić czegokolwiek dla niego, nie przejmować się jak ma problemy w pracy, czy nie doradzać.Oderwanie to zgoda na przyjęcie jego takim jakim jest, na pozwolenie mu żeby żył tak jak chce, żeby robił tak jak chce,
żeby decydował sam o każdym swoim ruchu. Co oczywiście stoi w sprzeczności z kontrolowaniem i zakładaniem podsłuchów, czy programów szpiegowskich.
Kashya, piszesz że można upilnować seksoholika, można go sprawdzać i dzięki temu dopilnować i mieć pewność co uczciwy jest.A Pierwsza rzecz, która mi przyszła na myśl po przeczytaniu tego to informacja, że alkoholik potrzebuje alkoholu aby przerwać trzeźwość, a seksoholik ma wszytko przy sobie stale. Tak jak alkoholik, musi podnieść do ust i wypić, tak seksoholikowi wystarczy użyć wyobraźni. Powiedz, czy to że twój M będzie się z tobą kochał i w tym czasie fantazjował i widział w tobie prostytutkę, to jest to zdrada, czy nie? to jest to fer, czy nie? Czy tak byś chciała? Bo ja bym nie chciała. Poza tym znam przypadek, kiedy pan sobie do pracy zamawiał prostytutkę z poleceniem, że ma być ubrana jak bizneswomen i zapraszał ją do biura , ubikacji, piwnicy czy gzie mu tam fantazja podpowiedziała. Nie wiem jak to kontrolować, może kamerka w klapie marynarki? A co z głową? Tam nie sprawddzisz.
Druga rzecz która mi przyszła na myśl to to że ja nie chcę żyć z kimś kogo muszę kontrolować, bo tak naprawdę nie będę wiedziała z kim żyję. Jak mam się przekonać, jaki on jest, co myśli, co czuje, co on by zrobił w jakiejś sytuacji, jak on robi wszystko pod moją kontrolą, jak on podejmując decyzję będzie się sugerował tym co ja chcę, nigdy się nie dowiem co on chce. To jest bardzo miłe i pociągające, ale czy dobre? Przecież na tym właśnie oparty był jego nałóg, robił tak jak ja chciałam a w drugim wcieleniu zaspakajał między innymi, potrzebę decydowania o sobie. Przecież właśnie dlatego nie zauważyłam niczego, bo M był prawie idealny, bo robił tak jak chciałam. Jak ja mówiłam A to on jak echo powtarzał A. Powiem ci że jak mój M pierwszy raz mi powiedział, "nie, nie zrobię tego tak, bo mam inne zdanie" w pierwszym momencie wpadłam w panikę, złość i nie wiem co jeszcze, ale było mi źle. Po przemyśleniu powiedziałam "nareszcie" , bo jego zdanie nie było takim jak moje, było inne, wcale nie gorsze, po prostu inne. Kiedy trwał w nałogu, zrobiłby tak jak ja chciałam, bo potrzebę decydowania i robienia po swojemu tam zaspakajał.
Widzisz kochana ta kontrola mnie wyniszczała, a mimo to ciężko było się jej pozbyć, bo miło mieć świadomość, że wiem co on robi. Nie wiem jak u ciebie, ale ta pewność którą miałam nie wiedząc o nałogu nigdy potem nie wróciła, dziś wiem, że mogę mu ufać tyle na ile sobie ufam. Dzięki mojej pracy nad sobą pozwoliłam rozwinąć się swojej intuicji i to ona jest moim "radarem". Inie mówię tu że jestem ślepa, bo jak mi coś nie pasuje to po prostu sprawdzam.
Dziewczyny co do S-anon, żeby cokolwiek mówić o działaniu, o tym czy to dla ciebie czy nie trzeba być przynajmniej na 6 spotkaniach, bo to nie jest poradnia, tam nikt ci nie powie co masz i jak masz robić, natomiast możesz się dowiedzieć jak inne osoby sobie poraziły w takich samych sytuacjach. Ja na co dzień obserwuję cud {i nie waham się użyć tego słowa) działania grupy S-anon, te które przejdą te 6 spotkań, zostają i nie chcą odchodzić. Katarzyno, jesteś na początku drogi, nie wiesz od czego zacząć, spróbuj od tego, 6 x 1,5 godziny to naprawdę niewiele, a zawszę będziesz miała świadomość że zrobiłaś wszystko dla siebie.
Tak gwoli ścisłości, S-anon nie jest grupą dla współuzależnionych, a ddla osób które doznały krzywdy z powodu zachowań seksoholika. Wstawiam link pt. "Czy S-anon jest dla ciebie"
https://www.sanon.org/Polish/sanonchecklist_pol.html
Poza tym chciałam sprostować twoją wypowiedź Kasha co do definicji, czy kryteriów oceniania czy ktoś jest współuzależniony, czy nie. Napisałaś:
"(tak jak na przykład ja - przez lata całe ani mi, ani nikomu z mojego otoczenia do głowy by nie przyszło ze mój mąż moze w ogole pomyslec o zdradzaniu mnie. taki chodzący ideał. jak sie dowiedziałam to przezyłam szok- absolutnie nic nie podejrzewałam wczesniej. nie było sygnałów które pomijałam czy usprawiedliwiałam. jedyne co mogło wzbudzic moja czujnosc to pózne powroty do domu- ale taka specyfika pracy i nie tylko on tak pracował, bo w reklamie to norma. poza tym żadnych śladów szminek czy zapachu perfum, plików erotycznych w komputerze, dziwnych telefonów czy smsów, na imprezach nawet nie patrzył na inne kobiety- nic po prostu. wiec trudno zebymbyła współuzalezniona bo nie mozna byc współuzaleznionym od czegos co nawet nie istnieje w twojej swiadomosci....).
Kashya, wybacz mi prawdę którą teraz powiem, ale to co napisałaś to jest to bzdura. Współuzależnienie to zespół zachowań wypracowanych przez stały dłuższy kontakt z uzależnionym człowiekiem i nie ma tu nic do rzeczy czy ty wiesz czy nie.Bo idąc tym torem można by uznać, że partnerka alkoholika, czy narkomana wieząc o uzależnieniu wyraża niejako zgodę na współuzależnienie. Powiem więcej spotkałam i rozmawiałam z dziesiątkami , j(jak nie więcej),kobiet, partnerek seksoholików i tylko dwie z nich wiedziały o uzależnieniu wcześniej, cala reszta włącznie ze mną mogłaby napisać :"ja - przez lata całe ani mi, ani nikomu z mojego otoczenia do głowy by nie przyszło ze mój mąż moze w ogole pomyslec o zdradzaniu mnie. taki chodzący ideał. jak sie dowiedziałam to przezyłam szok- absolutnie nic nie podejrzewałam wczesniej. nie było sygnałów które pomijałam czy usprawiedliwiałam." I jeszcze to : "poza tym żadnych śladów szminek czy zapachu perfum, plików erotycznych w komputerze, dziwnych telefonów czy smsów, na imprezach nawet nie patrzył na inne kobiety- nic po prostu."
Nic " Jedyne co mogło wzbudzic moja czujnosc ....." i tu każda ma coś takiego.
Tak jak seksoholizm, współuzależnienie przez jednych psychologów jest uznawane za chorobę, a przez innych nie. Ale to nic nie zmienia w mojej rzeczywistości, czy ktoś to uznaje, czy nie i jak to nazywa. Ja wiem, że to co przeszłam i przechodzę, co myślałam, jak reagowałam, jakie wnioski wyciągałam jest tożsame z przeżyciami wielu kobiet z którymi spotykam, czy spotykałam się w S-anon. Może kiedyś je spiszę
Kashya, żeby nie było wątpliwości, ja nie mówię, że ty jesteś współuzależniona, bo po pierwsze nie mam zamiaru cię diagnozować, a po drugie nie mam takich kwalifikacji .
Natomiast nie chciałam żeby pozostało to tak jak napiasłaś "nie wiesz że on jest uzależniony to nie jesteś współuzależniona".
Katarzyno, wiem że jest ci ciężko, wiem co przechodzisz i kompletnie nie wiem co mogłabyś zrobić żeby sobie pomóc już, żeby natychmiast ulżyło. Wychodzenie z tego gó..na to jak budowa domu, długo trwa, trzeba się napracować, czasem idzie szybko, czasem wydaje się, że nigy się nie skończy, to wieloletni proces możliwy do przejścia.Trzeba przejść tą drogę samemu, choć można załatwić sobie wsparcie, samemu trzeba zrozumieć, przemyśleć i popełnić pare błędów. Nikt tego nie zrobi za ciebie.
Ja jestem "oświecona" od 4 lat i potrafię się uśmiechać wesoły , do mojego M również.
Jak masz jakieś pytania to pisz odpowiem na wszystkie, na które będę znała odpowiedź. Uprzedzam że mogę ci dać tylko moje doświadczenia, opowiedzieć jak to ze mną było, nie będę ci radzić.
  
katrzynaz
05.05.2014 21:38:44
Grupa: Użytkownik

Posty: 23 #1833928
Od: 2014-3-25
Gocha44 dzięki że napisałaś. Pewnie dla mnie jak i dla kolejnych żon/ partnerek które tutaj dotrą jest to dobry dowód że się udaje. Oczywiście ja nie oczekuję "złotych rad" bo każda sytuacja jest inna i wpława na nią nie tylko uzależnienie czy podłość z jaką zranił nas mąż/partner ale też i sytuacja życiowa w jakiej jesteśmy. Ja na przykład mam dwójkę dzieci z czego jedno ma 3 tygodnie i dla nich muszę spróbować. Sama jestem z rozwiedzionej rodziny i naprawdę nie chcę tego fundować moim dzieciom. Wiem też że będę przechodzić skrajne uczucia od euforii do ponownego załamania.
Teraz jestem na etapie zastanawiania się czy on jest tego wart. Tego bólu, tych łez, tego że moja kobiecość moja pewność siebie a pewnie i samoocena leżą i kwiczą. Czy nie lepiej zakończyć, przeżyć żałobę związaną ze stratą i zakończyć temat, żyć dalej... nie wiem.
Jeśli chodzi o S-Anon to oczywiście że ja tego nie skreślam, to kolejny kawałek na mojej drodze, a to co napisałaś jak najbardziej mnie przybliża do tego żeby się pojawić na spotkaniu wesoły
Na razie planuję udać się do psychologa z poradni w której mój M jest na leczeniu, do kobiety która właśnie specjalizuje się w pracy z seksoholikami.
Napisz jak Ty sobie radziłaś na początku? Pamietasz kiedy może przyszedł taki etap zwrotny?
Bo ja czuję że stoję w miejscu, próbuję szukać różnych pomysłów żeby pójść dalej albo zakończyć tą "bajkę" albo wejść całą sobą w proces odbudowy tego co było "bajką". Pomysły są różne od proszenia kochani o wysłanie wszystkich sms (co oczywiste że jak je przeczytam to raczej mi się nie poprawi że to tylko uzależnienie tylko raczej zaboli jeszcze bardziej co pewnie ułatwi decyzję o zakończeniu tego związku), ale głównie mam pomysły pozytywne jak wyjazd w góry, wspólny poród czy wcześniej wizyta na usg. Wszystkie pozytywne przeżycia niestety zakończyły się odwrotnym skutkiem, znów popadałam w kilkudniowy dół psychiczny.
  
kashya
05.05.2014 21:55:23
poziom 2

Grupa: Użytkownik

Posty: 94 #1833946
Od: 2012-6-18


Ilość edycji wpisu: 4
Gocha, dzięki za wszsytko co powiedziałas. jesli chodzi o wspoluzaleznienie- nadal jestesm tego zdania co przedtem. od chwili kiedy sie dowiadujesz to albo wchodzisz w to wspoluzaleznienie albo nie. nie wymyslilam tego sama - to z literatury. jesli masz zyczenie odszukam i podam linki. w carnesie jest napewno test na wspoluzaleznienie- ja go tez zrobilam. nie jestesm wspoluzalezniona.
pytasz co zrobilam dla siebie- przy zalozeniu ze nie jestesm wspoluzalezniona nie musialam az tak bardzo niczego robic- z prostego powodu: robilam zawsze cos dla siebie, dbalam o siebie- w sensie emocjonalnym, psychicznym. i nie znalazlam sie nagle w sytuacj kiedy musze sie jakos ratowac z zycia ktore do tej pory prowadzilam. oczywiscie musialam otrzasnac sie z szoku, musze tez radzic sobie czasem ze zlymi wspomnieniami - ale to musi kazdy kto przezyl traume. i tyle. nie mam tez powodu przezywac odciecia czy oderwania- nigdy nie zylam w symbiozie.
mowienie o sobie to nie byl jedyny sposob, i tez nie do konca ukierunkowany na radzenie sobie (choc czesciowo tak). chodilo tez o to ze po pierwsze nie mialam zamaiaru udawac ze w naszym malzenstwie jest dobrze kiedy nie bylo, a po drugie nie chcialam potem tego tlumaczyc w razie gdyby sie nie udalo (co nadal biore pod uwage). natomiast napeewno sposobem bylo czytanie i szukanie informacji. jest nadal. i w duzym stopniu wystarcza. na samiutkim poczatku chcialam tez wiedziec czy komus sie udalo. ale teraz jest to znacznie mniej istotne.
pytasz co robie dla siebie- to co zawsze. nie do konca rozumiem to pytanie- pisalam przeciez ze nie zaniedbalam zadnego waznego dla siebie obszaru i caly czas sie rozwijam i emocjonalnie i intelektualnie. nie bardzo wiem co jeszcze mozna dla siebie robic. postrzegam moje zycie jako takie ktore realizuje sie tak jak tego oczekuje. jedynym nieoczekiwanym elementem jest seksoholiz mojego m. ale to jest odrebna ode mnie osoba i niezaleznie od tego czy on sobie poradzi czy nie to nie na nim opiera sie moje zycie (tzn on jest bardzo wazna czescia ale nie jedyna, tylko jedna z kilku waznych). wiec jak na poczatku tego akapitu- nie wiem o co pytasz? a co Ty zrobilas dla siebie? (oprócz terapii/sanon - bo to juz doczytałam)moze jak wymienisz te zeczy to bede wiedziala o co chodzi bo troche nie wiem jednak wesoły

jesli chodzi o kontrole- masz racje, mysli nie mozna kontrolowac. absolutnie tez zgadzam sie ze kontrola nie jest sensowna na stale. ale jesli kotrolujesz 9 z 11 (przykladowo) obszarów to seksoholikowi zostaje tylko jeden. a na poczatku kiedy przed nim stoi i tak tyle wyzwan to po prostu łatwiej. oczywsicie jak bedzie chcial cos zrobic to i tak zrobi. ale jesli bym zalozyla ze bedzie chcial to nie byloby sensu w ogole go wspierac i byc z nim. raczej patrze na to ze on zrobi to cos dlatego ze nie da rady choc bardzo chce, a nie dlatego ze chce nie dac rady i zrobi wszsytko zeby mnie oszukac. z takim zalozeniem w ogole nie warto probowac. ja zalozylam jego dobra wole i ta kotrola miala sluzyc nie tylko mojemu komfortowi ale i pomaganiu w pierwszych krokach i byla absolutnie dobrowolna. urzadzenie do podsluchu zaraz sie zepsulo bo to chinski badziew wesoły a funkcji gdzie jest dziecko czasem uzywam- jak robie kolacje a on wraca akurat wesoły czyli jakby w tej chwili ta kontrola jest niepotrzebna.

jesli chodzi o to co moglo wzbudzic moja czujnosc- nie dokonca chyba precyzyjnie to napisalam. chodzilo mi o to ze jakbym byla osoba ktora nie ma zaufania do męża to jedynym czasem/miejscem ktore moglam sprawdzic byla praca. ale tez dodalam ze to normalne w tym zawodzie wiec zadnych de facto podtaw do sprawdzania nie mialam.
jesli chodzi o zaufanie- to faktycznie taka szczegolna beztroska nie wroci raczej nigdy. to se ne wrati... :/ ale u mnie tez wyglada to tak ze jesli cos mnie zaniepokoi to sprawdze. jesli okaze sie ze mnie zdradzil- to sie rostajemy. oczywiscie ze to bedzie bolalo, ale zawsze umialam zyc sama i teraz tez dokonam tego wyboru.
w mojej rzeczywistosci jednak wiele zmienia uznanie seksoholizmu za chorobe. jestem na biezaco z badaniami na ten temat i czekam na to. wplywnie to na przyklad na moja gotowosc do wybaczenia mu. zmini to moj stosunek do bolesnych wspomnien.byc moze zmieni sposob w jaki on prowadzi lecznie.
  
Electra02.12.2020 10:20:39
poziom 5

oczka

Przejdz do góry strony<<<Strona: 7 / 13>>>    strony: 123456[7]8910111213

  << Pierwsza     < Poprzednia      Następna >     Ostatnia >>  

HOME » INNE CHOROBY » MÓJ MĄŻ SEKSOHOLIK

Aby pisac na forum musisz sie zalogować !!!

randki | własny sklep internetowy | promocje | darmowe forum | sklepy | opinie, testy, oceny

Marzycielska Poczta. darmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazków